
|| dwadzieścia-dziewięć przeżytych lat | starszy chorąży w drugiej drużynie pierwszego plutonu ||
|| amerykanka | amnezja ||
Otworzyła oczy. Twarde łóżko, białe ściany i odór chloru od razu ją odrzuciły. Nie wiedziała, co się dzieję, gdzie była ani, co najważniejsze, kim była. Dotknęła swojej twarzy. Powoli usiadła, rozglądając się dookoła. Kątem oka zauważyła na palcu lewej dłoni obrączkę, połyskującą w świetle jasnych lamp. Nie potrafiła odnaleźć w pamięci osoby, która miała być jej, poetycko mówiąc, drugą połówką. Wstała, uważając, aby przypadkiem nie upaść. Podłączone do niej kable, które hamowały jej ruchy, odłączyła gwałtownie. Chwyciła kartę, chcąc w ten sposób dowiedzieć się swego imienia, poznać dane. Jane Doe. Przeklęła pod nosem. Zestresowana odwróciła się, słysząc czyjeś kroki. Lekarz. Nie, pielęgniarz. Poklepał ją po ramieniu i odszedł, nie zważając na jej wołania. Zaczęła biec, jakby chciała w ten sposób znaleźć odpowiedzi na duszące ją od środka pytania. Nagle poczuła szarpnięcie. Ktoś przyciągnął ją do siebie za łokieć, rzucając przy okazji jakimiś pojedynczymi słowami. Kilka sekund później trzymała w ręku broń, zimną i morderczą. Świat zatopił się w strzałach i hukach. Plansze z głowami ludzi zostały bezlitośnie potraktowane przez pociski, które za każdym razem wbijały się celnie w sam środek wyznaczonego punktu. Oddychała szybko i płytko, wciąż stojąc z wyciągniętymi przed siebie rękoma. To sprawiło jej przyjemność, obudziło jeszcze bardziej do życia. Przestała martwić się przeszłością. Chciała walczyć, zabijać, wspinać się po szczeblach kariery aż na sam szczyt. Była żołnierzem, to liczyło się najbardziej.
_________________________________
Witam! Ze swoich kart nigdy nie jestem zadowolona, także i tutaj nie będzie wyjątku. Nie satysfakcjonuje mnie, niestety.
Powiązania i wątki - tak.
fc: Scarlett Johansson
ewentualny kontakt: ola99panic@gmail.com
[Kartę już chwaliłam, ale nie zaszkodzi zrobić to raz jeszcze. Cudowna. Wątek musimy mieć, koniecznie.]
OdpowiedzUsuńHavoc
Serdecznie witamy!
OdpowiedzUsuńBądź dzielna, nie strać głowy (i pamięci), bądź podporą dla towarzyszy, dbaj o swojego dowódcę.
Tak będzie, dziękuje. Postaramy się za wszelką cenę nikogo nie zawieźć.
Usuń[Będzie, zdecydowanie.
OdpowiedzUsuńPierwsza opcja. Dostrzegając ją przypadkowo, rzuciłby winę na urok zmęczenia. Co innego jak przyjdzie i się odezwie. Z marszu rozpoznana w niej Trishę. Mogę prosić cię o zaczęcie?]
Havoc
[Bardzo podoba mi się pomysł na historię postaci, zresztą karta jest równie udana.]/Cesar
OdpowiedzUsuń[On nie tyle wydaje się agresywny co faktycznie jest, ma spore kłopoty z agresją i chyba niedługo będzie już tylko gorzej z jego złością ^^ Wątek chcesz? Nie odstrasza cię to? xD]
OdpowiedzUsuńkurtz
[Biorę każdą długość. W tej kwestii nie jestem wymagająca. Pisz, jak ci się podoba ;)]
OdpowiedzUsuńZdjął obrączkę z palca i przypatrywał się jej w świetle sztucznego światła. Pobłyskiwała, manifestując każdą znajdującą się na niej pojedynczą rysę, która nie umknęła uwadze mężczyzny. Towarzyszyła mu zawsze czy to na froncie, czy to podczas wyczerpujących ćwiczeń, czy to w trakcie wykonywania prozaicznych, rytualnych czynności. Pamiętała każdy wypalony papieros, każdą wizytę w wojskowej kostnicy i każdą zdradę. Jedyna pamiątka po Trishy, nie licząc zdewastowanego przez czas zdjęcia i wspomnień, wyblakłych, zniekształconych, niewyraźnych. Adekwatne były uczucia, które żywił do zaginionej żony. Umarłe jeszcze przed jej zaginięciem. Każdy pocałunek wymieniony w takim stanie pamiętał o niebo lepiej niż te wynikające z czułości, troski. W takim sam sposób pocałował ją tego dnia, w którym wyruszyła w teren ze swoimi oddziałem i już nie wróciła. Potem chciał żeby wróciła, martwa, tylko martwa. Unieważnić zawarty przez nich związek małżeński i żyć, dla wojny, może też odrobinę dla Kurtza, papierosów i pistoletów.
Poderwał się, słysząc pukanie i wcisnął biżuterię na palec, była niczym element dekoracji, nosił ją z przyzwyczajenia. Uczucia wyparowały dawno temu.
— Idę, już idę — zapewnił, poprawiając wygnieciony mundur, wstając i otwierając drzwi. — O co…
Zaciskające się wargi na papierosie zadrżały, sprawiając, że ten upadł bezszelestnie.
Otworzył usta i zamknął je, niczym ryba wyciągnięta z wody, czując jak brakuje mu słów, tchu. Znajome rysy twarzy i ten magnetyzujący głos, z domieszką niezachwianej pewności siebie. Jego Trisha, która miała być martwa, stała teraz, jakby nigdy nic, meldując się na służbę. Bez emocji, tak jakby utracony przez nich czas nie istniał. Wehikuł czasu zaczął działać również w jego umyśle.
– T-Trisha?
Zamknął ją automatycznie w mocnym objęciu, zapominając całkowicie o oddychaniu.
— Tęskniłem, bardzo tęskniłem — wyznał, chłonąc zapach jej włosów, inny, ale nadal pociągający.
Kiedy rozliczy się z tych wszystkich kłamstw?
Havoc, spłoniesz w piekle. Powoli.
[Podoba mi się pomysł :) Dante na pewno nie będzie pałał sympatią do niej, na początku i w trakcie też pewnie nei wiele sie zmieni. Spróbuję go nieco wyhamować by nie warczał na nią gdy będą rozmawiać xD Tylko w jakich okolicznościach ich spotkać?]
OdpowiedzUsuń[Jest do tego zdolny, na pewno. U niego wszystkie dziwne zachowania przejdą, bo zwykle (chociaż są wyjątki) umie dostosować się do sytuacji by osiągnąć zamierzony cel. Zaczęłabyś?]
OdpowiedzUsuńWypowiedziane przez nią imię podziało na niego jak kubeł zimnej wody. Wypuścił ją z objęć i wyprostował się, karcąc się w myślach za to podyktowane przez emocje irracjonalne zachowanie, które nie powinno mieć miejsca. Jego żona odeszła dawno temu. Taka była prawda.
OdpowiedzUsuń— Wybacz, starszy chorąży Hale — zreflektował się po chwili. — Musiałem cię z kimś pomylić — dodał, wypowiadając te kłamstwo z niebywałą łatwością, chociaż przyszło mu to z trudem, porównywalnym do zlustrowania ją uważnym, badawczym spojrzeniem. Miała jej włosy, lekko zadarty nos, bystre spojrzenie i ich kolor, te same idealnie wykrojone usta, które obejmował każdego ranka i wieczoru, ale Trisha Havoc zaginęła dwa lata temu razem z całym oddziałem zwiadowczym i słuch po niej zaginął. To nie mogła być ona, bo i nawet, gdy wokół nich wytworzył się ten nagły dystans, nigdy nie zwracała się do niego tak oficjalnie, a przynajmniej nie wtedy, gdy stali twarzą w twarz bez świadków, a Virginia Hale tak właśnie postąpiła.
— Od dawno tutaj? — zapytał w celach zaspokojenia ciekawości i trochę tych badawczych. Musiał wiedzieć, po prostu musiał. Wyciągnął z kieszeni do połowy opróżnioną, pomiętą paczkę papierosów i podłożył je pod nos kobiecie. — Zapalisz?
Trisha Havoc nie lubiła, gdy to robił i sama tego nie robiła, łamiąc mu papieros za papierosem.
Havoc
[Nie, było bardzo dobrze.]
OdpowiedzUsuńMiał do niej mnóstwo pytań dotyczących tej rekonwalescencji, ale te postanowił zostawić na inną okazję, ewentualnie podchodzi tam i ówdzie, przeprowadzić wywiad środowiskowy, zerknąć w jej akta, nawet w kartotekę medyczną, jeśli nawet takie rozwiązanie było równoznaczne z przekroczeniem swoich kompetencji i naruszeniem panujących zasad.
— Macie jakieś doświadczenie, żołnierzu? — kontynuował, z jeden strony zobowiązany przyswoić sobie taką wiedzę na temat nowego nabytku, z drugiej zaś dla własnego zaspokojenia ciekawości, czy nawet zdumienia, które nie chciało go opuścić szybko, w grę wchodziło też zidentyfikowane uczucie, zmuszające serce do bolesnego obijania się o żebra, nie wierząc, że na świecie może istnieć osoba tak uderzająco podobna do Trishy. Była niepowtarzalna, jedna w swoimi rodzaju. Taki jej wizerunek utrwalił sobie w głowie.
Nie wierzył też w zbiegi okoliczności i los, sypiący im piach w oczy. Chorąży była tak uderzająco podobna do jego małżonki. Stała przed nim niczym jej wierna kopia, zeskanowana z najdrobniejszymi nawet szczegółami, mówiąca nawet tym samym głosem. Zaczął się zastanawiać, czy kobieta, podobnie jak Trisha, posiadała pieprzyk za uchem i niewielką bliznę na udzie, ale nie miał odwagi zapytać, zresztą nawet nie powinien.
Wypuścił ze świstem powietrze z płuc na widok obrączki na palcu serdecznym jej lewej dłoni, którą wyciągnęła w stronę paczki, nagle z tego rezygnując i w geście retuszującym ten czyn wędrując palcami do włosów.
W jego głowie pojawił się jeszcze większy mentlik. Choć widział ją przez zaledwie parę nic nieznaczących dla wszechświata sekund, ta „błyskotka” była uderzająca podobna do jego własnej.
Włożył papierosa do ust i zapalił, starając się jednocześnie zachować zdrowy rozsądek i świeży umysł, tłumiąc to wszystko co się w nim tliło, nie spodziewając się, że pojawienie się Trishy, czy nawet jej namiastki, wywoła w nim takie poruszenie.
Uczucia przekształcają się zbiegiem czasu, ale nigdy nie umierają, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
[Powolutku, przyglądając się jej ukradkiem, będzie sobie uświadamiał, że to musi być Trisha i zacznie badać tę sprawę.]
Havoc
[ Virginia jest cudowna i jednocześnie taka biedna, że nawet Carolkowi zrobiłoby się jej żal. Też jestem zadowolony z początku, chociaż przyznam, że same uogólnienia tam są, no ale c: ]
OdpowiedzUsuńCarol
[Nie chce ci niczego narzucać. Może mieć po prostu przebłyski. Może być podejrzliwa w stosunku do dowódcy. Daję wolną rękę.]
OdpowiedzUsuńArsenał umiejętności Trishy opierał się na wybitnych snajperskich zdolnościach, tak zgodnych z tym, co właśnie powiedziała Virginia Hale, jej wierna kopia.
— Nie ma takiej potrzeby, starszy chorąży — odrzekł, starając się o rzeczowy ton, nie wyrażający żadnych głębszych emocji względem swojej nowej podopiecznej, choć w głowie pojawiła się myśl, że sam pójdzie po tę cholerną teczkę zaopatrzoną jej personalnymi danymi i dowie się, co tu jest grane, choć opcja, że ktoś z dowództwa postanowił wyciąć mu numer (ewentualnie sama Trisha) zaczęła stawać się coraz atrakcyjniejsza, tylko po co? Może ukryto gdzieś tu kamerę?
Zaciągnął się papierosem, mając nadzieję, że ten choć w minimalnym stopniu pomoże mu uporządkować chaos w głowie, ale nic z tego. Wszystkie kłębiące się w niej myśli były chaotyczne i przy tym nielogiczne.
Przestań żyć przeszłością i spójrz prawdziwe w oczy, Havoc. Virginia Hale nie może być twoją żoną. Twoja żona zaginęła i nigdy nie wróciła. To niemożliwie.
— Ostatnie pytanie. Macie rodzinę, żołnierzu? — zapytał, rzucając ukradkowe spojrzenie placu, na którym widniała obrączka. Kolejna wierna kopia.
Havoc
[ No teoretycznie to on był szkolony do zadań wyczynowych, na przykład do przeprowadzania operacji w warunkach polowych, no ale w sumie mógłby od czasu do czasu zaglądać do Virginii, gdy ta była w śpiączce, ot tak z czystej ciekawości.
OdpowiedzUsuńWiesz już co się z nią działo zanim zapadła w śpiączkę? ]
Carol
[Emery nie miała za bardzo wyjścia, musiała być twarda, inaczej jakiś beznadziejny przydupas zwinąłby jej stanowisko, a na to nie mogła pozwolić. Sama nie potrafi słuchać rozkazów, za to bardzo lubi je wydawać, dlatego tu wylądowała. A na dodatek różne stowarzyszenia feministek strzeliłyby focha, gdyby wśród dowódców nie było przynajmniej jedne kobiety, więc stwierdziłam, że przyda się taka Emery;)
OdpowiedzUsuńOjej, cieszę się bardzo. Zazwyczaj spędzam dużo czasu przy wyborze zdjęcia, dlatego słuchanie o trafionym wizerunku jest dla mnie jak miód na serce! A sama dodam, że choć mam jakiś dziwny uraz do Scarlett, akurat na tym zdjęciu wyszła bardzo ładnie. No i brawo za podjęcie się postaci z amnezją, prowadzenie takiej musi być strasznie trudne z powodu tych wszystkich luk w pamięci, a jednak wszystko powinno trzymać się kupy. I mnie osobiście karta się podoba, choć za wiele nie zdradza.]
Emery
— Upewnij się, że nie dasz się zabić — odparł, przypominając sobie tą nawiną obietnice, którą złożył jeszcze nie żonie, gdy byli kadetami w szkole wojskowej i, zapatrzeni w siebie jak obrazek, nie widział poza nią świata. Ona złamała ją jako pierwsza. — Dla nich, ale przede wszystkim dla siebie — dodał, wysyłając jej ostatnie badawcze spojrzenie. Do kobiet w mundurze zawsze podchodził z należytym szacunkiem. Należał im się, niezależnie od stopnia. A Hale nie stanowiła tu żadnego wyjątku.
OdpowiedzUsuń— Odmaszeruj, starszy chorąży i czekaj na rozkazy.
Wydawanie poleceń nadal, z powodu braku doświadczania, przychodziło mu z trudem, ale nabierał coraz większej wprawy, toteż włożył do tych słów tyle stanowczości ile zdołał, odsuwając na dalszy plan swoje dylematy związane z pojawieniem się kobiety. Powinien być chłodny i opanowany. Kontrola nad emocjami w takim miejscu jak to, zapewniała przeżycie, a przynajmniej wydłużenie go, ale czy potrafił nad nim zapanować z ciążącą nad nim perspektywą, że Hale mogła być jego żoną, do której pomimo utraty serca, nadal odczuwał przywiązanie? Może to prawda, że był sentymentalnym idiotą, jak twierdził Kurtz, ale on nie mógł wiedzieć, że nie da się z łatwą ręką zapomnieć o osobie, która w przeszłości znajdowała się w centrum wszechświata, będącym początkiem i końcem wszystkiego. Chyba po jej odejściu tak bardzo zaprzyjaźnił się z papierosami i poczuł sympatię do pociągnięcia z spust, stanowiące oderwania od otaczającej go pochmurnej rzeczywistości, która łączyła się ze świadomością utraty wsparcia w postaci kobiety, z którą dzielił wszystko, pomimo wypalonych, dogorywających do niej uczuć. Trisha nadal była ważną częścią jego egzystencji, choć próbował sobie wielokrotnie wmówić, że jest inaczej, że to tylko bezkształtny, niepotwierdzony niczym wybryk wyobraźni. Oszust. Kłamca.
Konsultacja z teczką pani chorąży była teraz największym priorytetem, musiał dokarmić swoją wiedze na jej temat.
Havoc
[Piszemy, piszemy! Tylko muszę się spiąć i wysmarować sensowny odpis ;) Dziś na pewno się pojawi!]
OdpowiedzUsuńKurtz
[Trochę niezamierzony rozbójnik, ale to już chyba tylko kwestia czasu ^^ A twoja pani bardzo ciekawie prowadzona, oby szybko odzyskała jakieś wspomnienia, bo aż się serce kroi ^^ ]
OdpowiedzUsuńKurtz już dawno zaczął wymazywać z pamięci, obraz Ziemi, który pamiętał ze szczeniackich lat. To co było kiedyś, a teraz różniło się za bardzo by jeszcze trzymać nadzieję, że kiedyś te czasy wrócą. Było minęło i tego się trzymał. Nauczył się by żyć teraźniejszością, by nie snuć planów, ani nie wracać do przeszłości. Dziś jednak miał wyjątkowo kiepski dzień, nic nie szło po jego myśli, już na samym początku wiedział, że jest źle. Cudem było, że opanował gniew jaki z każdą godziną narastał i stawał się zbyt drażniący.
OdpowiedzUsuńGdy tylko wyrwał się i miał wolny czas, postanowił się przejść. Nie chciało mu się na razie dręczyć pewnej osoby, która zwykle w dość szybki sposób uspokajała go, redukując jego wściekłość do minimum. Dante nie pojmował jakim cudem komukolwiek udało się wpłynąć na niego na tyle.
Przechodził akurat obok dużego bilbordu, który kolorystyką przyciągał wzrok. Spojrzał przelotnie na zieleń i błękit, które dominowały wyraźnie, lecz nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego. Przystanąl gdy został zahaczony ramieniem, prawie tego nie poczuł, jednak był zbyt zadziorny i wrogi dla otoczenia by po prostu pójść dalej.
- Uważaj jak chodzisz – burknął, spoglądając na kobietę. Zaraz jednak uniósł brew, kiedy rozpoznał w niej blondynkę ze zdjęcia. Sam nie wiedział czemu ją zapamiętał, nikim istotnym przecież nie była, prawda? Kurtz wiedziony ciekawością i chęcią by upewnić się, czy to ona, podążył za nią.
[wybacz, że tak słabo i bez ładu T__T nie wiedziałam jak mam odpisać, bo wena mi padła]
OdpowiedzUsuńSzedł za nią chociaż praktycznie było to bez sensu, bo co miał niby zrobić za parę minut. Jeśli to była ona, raczej jego humor podupadnie jeszcze bardziej, jeśli się pomylił, a zostanie przyuważony to ciężko będzie to wytłumaczyć, zakłądając, że planuje się tłumaczyć komukolwiek.
Trzymał odpowiedni dystans, lecz w pewnym momencie nie pojął, że wpadł już i przyspieszył kroku gdy tylko stracił kobietę z oczu.
Lądując przyciśnięty do muru, był zaskoczony i zły. Głownie zaskoczony, na szczęście. Wbił swe zimne spojrzenie w pannę Hale.
- Mam swoje powody – warknął, pozwalając by gniew zaczął odbijać się również w jego oczach. Nie tylko ona teraz była zła. Z trudem powstrzymywał chęc odepchnięcia jej, ale wiedział, że to praktycznie było by uderzenie. Kurtz mógł być gnojem, sukinsynem, furiatom jednak nigdy nie podniósł ręki na kobietę. Miał swoje zasady, które były nienaruszalne i to była jedna z tych zasad. Od gówniarza był uczony szacunku do kobiet i nie zapomniał o tym, pomimo wielu zmian w charakterze jakie u niego nastąpiły.
- Jak się nazywasz, żołnierzu? - miał nadzieje, że uzyska tą odpowiedź, powinien ją uzyskać. To co teraz usłyszy mogło potwierdzać jak cholernie się pomylił. Wolałby wtedy jak najszybciej zapomnieć o tym co się wydarzyło teraz.
Kwalifikacją Virginii Hale nie dało się nic zarzucić. Biła od nich perfekcja i zawodowe zaangażowanie, a przede wszystkim doświadczenie i naturalny talent, którym Havoc nie potrafił się pochwalić. Swoje umiejętności zawdzięczał ciężkim treningom, hektolitrą kawy, tuzinem papierosów i nieprzespanym nocą. Hale była doskonałym materiałem nie tylko na jego zastępcę, ale też na potencjalnego kandydata na jego stanowisko. Trisha była taka jak ona. Zawsze o krok przed nim.
OdpowiedzUsuńPrzetarł zmęczone oczy i przeczesał niezgrabnym ruchem dłoni włosy, gdy z letargu przebudziła go jedna z opiekunek tego miejsca, prosząc, by w końcu zdecydował się na opuszczenie gmachu budynku, bo przebywanie nim o takich godzinach było przestępstwem na rangę pogwałcenia praw Sojuszu. Był zmuszony ustąpi, co nie zmieniała to faktu, że oderwał się od dokumentacji dopiero nad ranem, a po przeprowadzeniu sumiennej analizy, znał ich treść prawie na pamięć, recytując bez zerkania w kartkę litery układające się słowa, swoim przekazem do bólu przypominając mu Trishę.
W towarzystwie ich wiernej kopii wrócił do siebie, paląc jednego za drugim i marząc o kubku rozgrzewającej kawy i romansu z bronią w ręku. Te pierwsze marzenia nie doszło do skutku. W momencie, gdy znalazł się w pobliżu prowizorycznej strzelnicy, złożył jej wizytę, całkowicie zapominając o tym kaprysie.
Przywitały go głuche odgłosy strzału. Nie spodziewał się tu nikogo o tej porze, a już na pewno nie jej. Zacisnął zęby na swoim największym nałogu, lustrując jak palce kobiety wprawnym ruchem wędrują do spustu i naciskają na niego, oddając strzał prosto w sam środek tarczy. W miejscu, gdzie powinno znajdować się ludzkie serce. W pierwszej chwili chciał uciec z tego pomieszczenia śmierdzącego siarką i prochem strzelniczym, ale w porę się rozmyślił, asekurując się myślą, że nie może wiecznie unikać kobiety, musiał się na nią uodpornić, najszybciej jak się dało.
Całkowicie się zapominając, wbił spojrzenie w jeden punkt, w jej twarz. Wypełniała ją pasja i bezwarunkowe oddanie. Zadrżał na widok tych oczu wypełnionych pożądaniem i figlarnego uśmiechu, rozpromieniającego skupione oblicze. Emanowała od niej ta charakterystyczna aura, którą zwykle otaczała ludzi o morderczych zamiarach.
Czytał kiedyś, że organizm człowieka zapamiętuje wszystkie zmysłowe doświadczenia. Może dlatego w nagłym przypływie zdezorientowania pojawiła się myśl o objęciu tych drobnych warg wygiętych w grymasie samozadowolenia i przypomnieniu im o sobie albo wręcz przeciwnie, rozwijaniu wszystkich wątpliwości.
Zakradł się za jej plecy, starając się, aby jego buty w kontakcie z krzywo wykłutą podłogą nie narobiły hałasu na skale taką, która zaalarmowałoby kobietę o jego obecności. Echo wystrzałów tłumił to wszystko, zabijając w nim pokłady trzeźwego myślenia.
Był już tak blisko, że mógł usłyszeć jej oddech, dostrzec pobłyskujące krople potu na jej karku i poczuć zapach tak różny od tego, który unosił się w tym miejscu.
— Twoje umiejętności są zadziwiające, starszy chorąży — skomplementował, samemu wyciągając broń. — Mając kogoś takiego po swojej stronie, czuje się o wiele spokojniejszy.
W porę się rozmyślił, gdy do głosu doszedł zdrowy rozsądek, ale nie mógł powstrzymać głosu przed drżeniem.
Wariował.
Havoc
[Długość nie zawsze współgra z jakością, co w mojej przypadku widać najlepiej.]
OdpowiedzUsuń— Nie musisz zawracać się do mnie tak formalnie, starszy chorąży — powiedział, odkładając na bok dylematy związane z podobieństwem jej do Trishy. Ciągłe rozpamiętywanie żony i porównywanie jej do nowej podopiecznej, w żaden sposób nie przybliży go do zaginionej żony, którą notabene sam odrzucił, przestając w dzień w dzień wyczekiwać jej upragnionego powrotu, który nigdy nie nadszedł. Viriginia Hale, czy tego chciał, czy nie, nie mogła pełnić roli jej zastępstwa, będąc całkowicie odrębnym bytem, powiązanym z nim tylko oddziałam i wojskową przysięgą. Odrzucenie tego co było i zaakceptowanie tego co jest powinno być jego priorytetem, brzmiącym jak próba przetrwania masakry, do której zbliżali się nieuchronnie coraz bardziej, swoim oblężeniem podjudzając temperament wroga. Główne zadanie każdego dowódcy polegała na racjonalnej ocenie sytuacji, podejmowaniu słusznych decyzji, przyczyniający się do ochrony powierzonych mu istnień i wykonania misji. Uczucia, które tliły się w jego piersi, za każdym razem, gdy widział „kopię” swojej żony przyczyniały się do paraliżu i bierności, na której nie mógł sobie pozwolić.
— Może dasz się namówić na kawę — zaproponował. — O tej godzinie tam na dole powinno wstawać słońce.
Uśmiechnął się, rezygnując z ćwiczeń. Pragnienie tego drugiego nałogu było silniejsze, tak samo jak chęć spędzenia czasu z tą kobietą, która albo okaże się jego gwoździem do trumny, albo, w tym lepszym wypadku, nieocenioną pomocą. Liczył na jej doświadczenie i umiejętności, pomimo iż jego realizm wyznawał z goła inną zasadę, tą traktującą liczeniu tylko na siebie. Gdzieś w głębi sobie czuł, że może jej zaufać. Skrycie, ale prawdziwe.
Havoc