wtorek, 27 stycznia 2015

Poznaj swoją nową rodzinę

kpt. SHAREEN THERON-RIPLEY – MAMA
Nie znalazł się jeszcze człowiek na tyle odważny, by zwrócić się do niej inaczej niż „pani kapitan”. Mniej odporni ledwo dają radę to wyskomleć pod karcącym spojrzeniem mechanicznego oka, które nawet nie stara się wyglądać naturalnie. Kobieta bez przeszłości na tyle jawnej, by podwładnym zostawała jakakolwiek możliwość poza przyjęciem na wiarę, że to bohaterka floty. Chociaż nie ogłoszono jeszcze żadnego dokonania floty na tyle ważnego, by było co świętować i kogo wynosić do rangi bohatera. Kapitan Ripley w krótkiej rozmowie potrafi pozbawić podwładnych woli sprzeciwu, uśmiecha się tylko, gdy nikt nie patrzy i niemal wyłącznie na widok Aurory. Ostatnia osoba, do której ktokolwiek miałby ochotę zgłosić się z jakimś problemem.

mjr CARLOS „FISH” RIPLEY – CAG
Oficjalny przełożony wszystkich Ptaszyn. Serdeczny, rozmowny człowiek, który poklepie po plecach tak, że bark zesztywnieje na dwa dni. Głównie dlatego brakuje chętnych próbować się z nim w zapasach. Poza tym jest mężem kapitan, choć zdaje się, że łącząca ich więź sprowadza się do dzielenia nazwiska. Nikt nie chciałby mu się narazić, nawet przez potrącenie w przejściu. Aczkolwiek jego postura wskazuje na to, że dopiero zderzenie z rowerem zwróciłoby jego uwagę. Na szczęście jest znacznie bystrzejszy niż wygląda, a poczuciem humoru mógłby obdarować żonę i dzieci. Żona zdaje się odporna, z dzieci ma jedynie Ptaszyny, więc na nich spada cały ciężar.

por. MATHREY CALLIGARIS – PIERWSZY OFICER
Rzadko wzywany z nazwiska, które można znaleźć właściwie tylko w dokumentacji. Z całych sił stara się wprowadzić europejski akcent w sztabie dowodzenia. Są to próby równie urocze, co uśmiech godny przedstawiciela firmy handlowej (którym kiedyś był) i równie nieskuteczne, co tłumaczenie komputerowi zasad dadaizmu. Niestrudzony optymista w świetle tego, że jemu dostała się najczarniejsza robota. Człowiek, który wskaże sklep, nawet jeśli nie wie, gdzie sklep jest, bo natura każe mu być życzliwym. Z całą tą swoją radością, greckimi radami życiowymi i obłędnym uśmiechem szybko daje zapomnieć, że nie należy szukać u niego współczucia.

dr inż. NEZEVONTI FERKHAN – OFICER NAUKOWY
Hindus z rodzaju tych, którzy nigdy nie widzieli Indii, całe życie wytrząsali z butów księżycowy pył. Nieśmiały, niezręczny w kontaktach międzyludzkich, biegły informatyk i główny konsultant naukowy całej wyprawy. Jakby znał się na wszystkim po trochu. Unika rozmów, woli dostawać raporty niż wysłuchiwać osobistych meldunków. Kiedyś na pewno przystojny, dziś za atrakcyjnego uszedłby dopiero w ciemnym pomieszczeniu. Czoło i policzki ma pokryte białymi śladami przypominającymi liszaje, na brodzie ślady jak po ospie, a cała skóra twarzy wydaje się nienaturalnie napięta i cienka. Wiecznie rozczochrane włosy dopełniają wrażenia człowieka, który właśnie wstał z łóżka w ponury listopadowy poniedziałek. I skutecznie odciągają uwagę od braku połowy palca u lewej dłoni.

ANDRIEJ IWANOWICZ KOZŁOW – CHIEF
Zwykle mówi bez akcentu, nie czuć od niego smarem i pali eleganckie cygara zamiast machorki. Nie ma zarumienionych od wódki policzków ani rzadkich włosów przyklepanych na środku głowy. Radośnie powtarza, że skończył samochodówkę, ilekroć ktoś zapyta go o referencje. Częściej pytają go, czy jest prawdziwym Rosjaninem, o ile można dziś mówić o prawdziwej Rosji. Wtedy śmieje się jeszcze głośniej, błyskając zębami bez złotych koronek. Lubi mieć wokół siebie porządek, lubi dobre towarzystwo, lubi szyte na miarę garnitury. Gdy już założy mundur, wygląda, jakby się do tego urodził. Cudotwórca w kwestii silników, choć zasady działania żadnego z nich nie umie wytłumaczyć. Cudotwórstwo jest chyba wymogiem przy rekrutacji do tej załogi. Inaczej ten cyrk nie utrzymałby się w przestrzeni.

NEIL MCTYAER „TYAER” – JESIR
„Sir, yes, sir”. Jesir. Ripley może sobie być straszna i potężna, może mieć władzę równą Bogu, ale jak dotąd nie zarządziła potopu. Za to Tyaer mógłby zostać idolem każdego bosmana. Nikt tak nie klnie, nikt z taką łatwością nie unika wychodzenia poza „może być' w skali komplementów, nikt nie męczy rekrutów z taką radością sadysty. Wyciągnęli go z ciemnego zaułka i kazali oglądać słońce, co niemiłosiernie go wkurzyło. I tak już zostało. Zdaje się, że nie ma innej rzeczy, która cieszy tego człowieka niż oglądanie, jak rekruci potykają się o własne nogi. Spogląda spode łba jak szaleniec, warczy jak rottweiler i kładzie po sobie uszy na widok kogoś o nazwisku Ripley.

dr mjr HENRY O'MARA
Chociaż zawód wymaga od niego stabilnej psychiki, można zastanawiać się, czy ktoś zupełnie zdrowy wytrzymałby na jego stanowisku. Stanowisko naczelnego psychiatry nie jest wymysłem amerykańskiej strony Sojuszu rozpamiętującej swoje błędy sprzed stulecia. Właściwie od niego zależy powodzenie Tezeusza. Żołnierz, który nigdy nie dostał karabinu, major zarzucający mundurową kurtkę na kitel. Posiwiałe skronie, umysł nadal nieprzeciętnie ostry. Tak sprawnego manipulatora można rzadko kiedy spotkać, wyciągnie z człowieka w pierwszej kolejności to, czego pacjent obiecywał sobie nie mówić. Jeśli ktoś może bezpardowno sprzeciwić się kapitan i usłyszeć, że to cenna opinia, jest jedynym takim człowiekiem w swoim rodzaju. Ale to już dawno udowodniono.

dr ELSA ELIZABETH O'MARA – MINION
Siostrzenica Wielkiego O'Mary, ale znacznie bardziej ludzka i rzeczywiście przejmująca się ludźmi. Kręci się niemal wszędzie, zawsze ma czas na wymianę uprzejmości udaje urażoną za każdym razem, gdy ktoś wspomni o jej ogniście rudych włosach. Szczerze troszczy się o pacjentów, z bólem serca odsyła do wuja każdego, kto w rozmowie zdradzi neurologiczne objawy, momentalnie zjednuje sobie ludzi. Nikt nie chce oglądać jak ona dokonuje swoich cudów, zważywszy na wykonywany zawód. Niech zostanie przy zakładaniu opatrunków i wkładaniu zwłok w niebieskie worki. O ile zostaje z nich coś, co można zebrać do worka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz