Od założenia kolonii
na Księżycu minęło pięćdziesiąt siedem lat.
Wydawałoby
się, że dopiero wczoraj oderwaliśmy się od ziemi...Ziemi.
Tymczasem pierwsi naukowcy z bazy na Księżycu doczekali się już
wnuków. Poświęcili lata pracy, by otworzyć tym dzieciom drogę w
kosmos. Jak my wszyscy wiedzieli, że rodzima planeta robi się za
ciasna. Księżyc, potem stacja na Fobosie, Io, Charonie... Wydawało
się, że Układ Słoneczny podlega nam w całości.
Ziemia
od dawna ma mało wspólnego z zieloną planetą. Głównie kurz i
pył, które zalegają ludziom w płucach. Większość choruje,
część chroni się pod powierzchnią, prawie milion zginął w
katastrofie pierwszego podwodnego miasteczka. Mówi się, że
konstrukcja nie wytrzymała ruchów tektonicznych czy erupcji
wulkanu, ale wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają, że
dziesiątego lipca to nie trzęsienie ziemi zatopiło Cypr. Coś
spadło z nieba.
Krótko
po tym wydarzeniu powszechne stały się silniki grawitacyjne,
umożliwiające skoki hiperprzestrzenne. Wysłaliśmy misję badawczą
w stronę Alfa Centauri. Wrócą za dwanaście lat. Cóż, wróciliby,
gdyby nie pojawili się Inni. Wyszli z hiperprzestrzeni siedem minut
świetlnych od Saturna i strzelili. Raz. Cokolwiek to było,
pochłonęło statek i Mimasa. Teraz Saturn ma jeden księżyc mniej.
A my jesteśmy w stanie wojny, nie znając przeciwnika, opierając
się jedynie na nagraniach sprzed trzech lat.
Jeśli
można powiedzieć, że mieliśmy w czymś szczęście, to tyle dla
nas dobrego, że nikt na Alfa Centauri nie chowa do nas urazy za
pomijanie w wyborach Miss Universe. O ile ktokolwiek tam jest.
Powtarzając za słynnym przemówieniem senatora Godwina, gdyby ktoś
tam był, przyszedłby i powiedział. Tak zrobili Inni. Kimkolwiek są
Inni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz