Wbrew wszystkiemu chcę być sobą.
Cesar Molotovskij,38,
mechanik, konstruktor - wynalazca,
opiekun drugiej dywizji,
Rosjanin z krwi i kości,
ciężki w obyciu, zły i niedobry, lodowate palce, oczy, serce
Trzynaście lat spędzonych w rosyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze, boleśnie odciśniętych na szorstkich opuszkach palców. Na nich również krew mężczyzny, wtopiona głęboko, zrośnięta już z molotovskijowym cieniem, którego ten z obrzydzeniem próbuje pozbyć się niczym Piotruś Pan. Odczepić, wyrzucić, zgnieść, zakopać. A wraz z nim wspomnienia dotyczące pociągających wizji rozerwania cudzego gardła, połamania kręgosłupa, uduszenia. I choć nie żałuje tamtego ani dwóch zamordowanych stopioną szczoteczką do zębów już w zamknięciu, świadomość że teraz jest w zupełnie innej sytuacji, ogranicza. Paskudnie żywe obrazy budzą go nocami, nie pozwalają zasnąć, nie dają spalić w spokoju papierosa, nie otwierają mu ust. Dlatego jest milczący, dlatego nie traci czasu na zbędne komentarze, dlatego pracuje w swoim kącie, obserwując z uwagą myśliwego swoje potencjalne ofiary. Zdaje sobie sprawę, że wiedzą tutaj kim jest, że muszą tutaj być ludzie świadomi jego przeszłości. Jednocześnie wie, że nie wszyscy są w posiadaniu tej wiedzy. W zamglonych oczach pojawia się więc podniecenie na myśl o wypatroszeniu jakiejś istoty; nie dlatego, że nie może się oprzeć, właśnie dlatego, że potrafi. Bo chce odebrać to życie, chce zniszczyć komuś przyszłość, odebrać ją, być panem cudzego bytowania. Inteligentny, zamknięty w hermetycznym opakowaniu, gotów jest robić z siebie kretyna, co by się nie zdradzić, nie pokazać, jak głęboko zakorzenione są w nim umiejętności wyćwiczone do perfekcji: pamięć, logika, zwinność. Codzienne rytuały, uprzejme skinanie głową, rzadko cokolwiek więcej. Mogą mieć go za niedorozwiniętego, niech mają, niech biorą go za cokolwiek chcą - kota, psa, sąsiadkę spod trójki i wykałaczkę - w rzeczywistości będzie przecież zawsze skrycie potępiony, wystawiony w pierwszej linii do odstrzału. Ostrożnie dobierając kolejne elementy układanki, wygrywa zanim jeszcze dojrzy wszystkie kawałki.
Gombrowicz.
Fassbender.
Jak zwykle drama życia.
Witamy serdecznie (nieco podstępnie pozyskanego) ojca chrzestnego drugiej dywizji starhawków!
OdpowiedzUsuńNiech zapach smaru nie wsiąknie we wszystkie Twoje ubrania, bądź dzielny, zachowaj jasny umysł, działaj szybko.
Podstępy dobra rzecz, trzeba korzystać póki można. I dziękuję bardzo, jasny umysł się przyda.
Usuń[To ja się przywitam, bo pod kartą Holly smutno, pusto i tylko wiatr trzaska okiennicami.
OdpowiedzUsuńDobrze widzieć Fassbendera w innej roli niż bezlitosny android, tam był wkurzający.
Mam taki pomysł na wątek, że podczas przenosin na Księżyc Holly dostała rozkaz powrotu na ziemię i przyprowadzenia tak pokręconego statku, że trudno go zaklasyfikować, po niewielkich przeróbkach mógłby być latającą śmieciarką, trochę innych przeróbek i rozwinie szybkość niemal dorównującą starhawkom. W każdym razie, ciągnie to coś na oparach paliwa (ile lat musi mieć ten silnik, że lata na paliwie?!) do Cesara i oprowadza po wnętrzu, jednocześnie przekazując rozkazy samego Ripleya?]
Holly T.
[Pan intrygujący. Rosyjska krew potęguje te wrażenie. Witam.]
OdpowiedzUsuńHavoc
[Za pomysł trzeba by również podziękować autorce Mike'a, w tej chwili podziękuje jednak za nas obie. Twój pan również ciekawy. Dramatyczny ten jego los.]
OdpowiedzUsuńV.H.
[Uwielbiam za wizerunek i za to, że Rosjanin <3]
OdpowiedzUsuńKurtz
[Ale grał też androida w Prometeuszu, filmie który na szczęście nie jest prequelem Obcego. Po tym filmie musiałam długo się przekonywać, że jednak jest dobrym aktorem. Ale po tym filmie moja wiara w kino w ogóle została zachwiana.]
OdpowiedzUsuńKiedy jeden ze statków rozpoznania zostawiał ją w porcie lotniczym w Rzymie, myślała, że zadanie będzie niewiele trudniejsze od prowadzenia samochodu. Zabrać statek kosmiczny na Księżyc - cóż może być prostszego?
Na miejscu cicho jęknęła, widząc nieforemną bryłę statku. Takiego mutanta jeszcze nie widziała. Dostrzegła części kilku modeli krążowników i fragment starego taratana, poprzedniej generacji myśliwców, które równie często zabijały ludzi, co lądowały w jednym kawałku. Została sama z tą bestią i rozkazem zaprowadzenia jej na Księżyc.
Wnętrze było niemiłosiernie brudne, pachniało kurzem, kurczakiem, jakimś olejem... Do tego urządzone w sposób przypominający styl hippisów sprzed stu lat. Nie sądziła, żeby włochata czerwona kanapa mogła mieć aż tyle, ale sprawiała właśnie takie pozory. Nawet mostek obklejono paskudną drewnopodobną okleiną. Przeszło jej przez myśl, że nie chce wiedzieć, jak wygląda to miejsce w ultrafiolecie.
Pewnie jak obrazy Pollocka.
Cholera, właśnie tego nie chciała wiedzieć.
Przez kwadrans sprawdzała stan komputera i silników. Mogłaby to zrobić w trzy minuty, ale wybrała drogą na około. Nie zdziwiłaby się, gdyby przyciski były umiejscowione według inwencji własnej projektanta. Na szczęście kokpit okazał się jedyną naprawdę solidnie zrobioną rzeczą w tej złomiarce. Może poza faktem, że stał na nim plastikowy troll. Złapała figurkę w dwa palce i rzuciła za siebie.
Zainicjowała procedurę startu. Statek odpowiedział szybciej niż oczekiwała, ale to był koniec dobrych wieści.
Szybko okazało się, że silniki choć działają, są tak przestarzałe, że aż boli. Latały na paliwie, a wszystkie nowe statki miały napęd grawitacyjny i reaktory jądrowe. Gdyby do złomiarki włożyć podobny silnik, śmigałaby, że aż miło. Teraz raczej się krztusiła.
Po dwudziestu minutach lotu (myśliwce całą drogę pokonują w czterdzieści, choć można w dziesięć) wiedziała już, dlaczego złapano tych przemytników. Złomiarka nadawała się tylko... na złom.
Dociągnięcie jej na Księżyc zabrało bite trzy godziny. Pod koniec szarpała się z silnikami, nawet im groziła. Dobrze, że Księżyc nie ma atmosfery. Złomiarka nie zniosłaby lądowania w atmosferze. Już samo wejście w znikome pole grawitacyjne wywołało jej świszcząco-chrzęszczący protest.
- Gyspy melduje ukończenie zadania - powiedziała, po wprowadzeniu złomiarki do hangaru, który też wyglądał jak magazyn rzeczy zepsutych i niepotrzebnych.
- Pierwszej fazy zadania - upomniał ją komputer, ale zaakceptował raport.
- Ta, dzięki - mruknęła i przeszła do śluzy złomiarki. Miała wrażenie, że więcej elementów odpada ze ścian niż gdy szła tą drogą trzy godziny temu.
- Dzień dobry, panie Molotoviskij - powiedziała na widok mechanika, który już czekał. - Zapraszam do środka. Pokażę, co udało się ustalić zespołowi na Ziemi.
Holly Tienert
[nie zamierzam nawet wywinąć się od wątku, ja łaknę wątku. Lecz z tym wymyślaniem, to zagranie paskudne. Jedyne co mi wpada do głowy teraz to, że Cesar mógłby naprawiać starhawka, który został uszkodzony, przez jakiegoś gówniarza i to chyba miałam napomknięte w innym wątku. Tylko, że nie wiem co by zrobić dalej, jak połączyć ich dwóch w wątku tak naprawdę]
OdpowiedzUsuń[Chłonę męsko-męskie. Pomysł niezbyt ambitny kreuje się w mojej głowie. Cesar zaprezentuje Havocowi broń palną swojej technologii, a zrobi to dlatego, że był światkiem jego zręcznego posługiwania się takową i stwierdzi, że ta może być dla niego odpowiednia, tak po prostu. Ktoś mu się ją przetestować.]
OdpowiedzUsuńHavoc
[Podoba mi się pomysł, specyficzne relację są ciekawę. Można by bawić sie w naprawę statku, akurat Kurtz nauczyłby się czegoś nowego o tych cudeńkach jakimi są starhawki dla niego.
OdpowiedzUsuńMówisz o czymś gejowskim, niby już coś takiego mam, chociaż mam dwa neutralne wątki, to i dwa gejowskie mogą być, tylko czy masz już jakiś pomysl co do tego?]
[ Przychodzę, tylko jak zwykle nie mam pomysłu c: ]
OdpowiedzUsuńCarol
Holly uśmiechnęła się, jakby chciała dodać mechanikowi otuchy. Wiedziała, że on zobaczy w tym wszystkim większy bajzel niż ona była w stanie dostrzec. Czasami zastanawiała się, czy strażacy w koszmarach widzą płonące miasta. Jeśli tak, to mechanicy w snach widywali złomiarki.
OdpowiedzUsuń- Ja nazywam ten statek złomiarką, poprzedni właściciel mówił na nią Betty. Służyła piętnaście lat jako statek przemytników. Inżynierowie na Ziemi doszli do wniosku, że można jeszcze ją do czegoś wykorzystać.
Luk bagażowy był wielkości boiska do siatkówki, największa przestrzeń na całym statku. Podłogę pokrywała warstwa kurzu i czerwonawego błota. Gdzieniegdzie leżały pióra, w paru dość symetrycznych miejscach było względnie czysto. Tam stały szafki i skrzynie, które zarekwirowano na Ziemi.
- Dalej niestety jest jeszcze gorzej - kontynuowała nieszczególnie pogodnym tonem. - Klasy statku nie udało się zidentyfikować, za to wykryto, że większość wyposażenia, w tym silniki, pochodzi z przemytu lub jest kradziona. Złomiarka wciąż lata na paliwie, co pokrywa się z naszymi informacjami, że czarny rynek kiepsko stoi z silnikami, choć w tej chwili to chyba nie jest dobra wiadomość. Posadziłam ją tutaj, ale wysokim kosztem. Nie da się jej już ta po prostu ruszyć.
No, dało się, ale to była mało finezyjny pomysł. Musieliby rozebrać hangar, wyłączyć sztuczne pole grawitacyjne 0,5 g i po prostu popchnąć statek. To z całą pewnością ruszyłoby ją z miejsca.
- Z lewej strony była sala operacyjna, pod nami jest maszynownia.
Wszystkie drzwi otwierały się jak w łodzi podwodnej. Do tego rzeczywiście mechanizm hydrauliczny cicho syczał, gdy przekręcało się właz.
Holly pierwsza zeszła po metalowej drabince do dusznej maszynowni, w której wciąż unosiła się gęsta, biała para. Jeśli to kondensator, przemytnicy powinni się cieszyć, że zostali złapani zanim zdążyli zamarznąć gdzieś między Ziemią a Marsem. Wtedy złomiarka stałaby się prawdziwym kosmicznym śmieciem.
- Muszę umieścić w raporcie pańską wstępną ekspertyzę i propozycje wykorzystania złomiarki... statku nieokreślonej klasy. W całości lub rozebranego na części.
Odeszła na bok, starając się wybrać takie miejsce, żeby jak najmniej przeszkadzać mechanikowi.
Holly Tienert
Od piątej nad ranem dla Hovoca zaczyna się dzień, zapoczątkowany imitacją kawy i kilkunastoma papierosami, od czasu do czasu sprawdza swoją broń, czyści ją, użalając się nad każdym, nawet tym najmniejszym defektem, wynikającym z jego roztrzepania. Po niecałej godzinie jest zwarty i gotowy do wyjścia.
OdpowiedzUsuńTu nie ma słońca, więc każda pora dnia wygląda niemalże identycznie, różniąc się tylko detalami w postaci ludzi, kręcących się tam i z powrotem, czekających cierpliwe (albo czasem trochę mniej) na rozkazy tych u góry. Szósta od dziesiątej różni się jedynie ilością ludzi na nogach, a nie krajobrazem. Krajobraz zwykle postawał taki sam, no chyba, że mechanicy czegoś nie dopilnują albo myśliwce wyruszą, to pierwsze zdarzało się rzadko, zatrudniono najlepszą kadrę, wyselekcjonowano i sprowadzono ją pod każdą możliwą kategorią, to drugie częściej i Mike chyba wolał nie myśleć o tym, że za sterem siedzi ten Niemiec o psychopatycznych skłonnościach.
Zabiera wręczoną przez Cesara broń, nie spodziewając się tego ani trochę, ale też powstrzymuje się od jakiegokolwiek komentarza, bo ten mężczyzny najprawdopodobniej i tak nie odpowie, zbywając go skinięciem głowy i wymownym spojrzeniem, a Havoc do samego siebie i ściany mówić nie lubi. Nie ma o nim wyrobionej żadnej opinii. Dziwaków jego pokroju spotykał kiedyś na ulicy. Poniekąd każdy, kto tu jest, wyrzekł się piątej klepki. Nie ma co się oszukiwać.
— Precyzyjna robota — komentuje z nieukrywanym podziwem, przyglądając się z uwagą konstrukcji. Jest lekka i dobrze leży w dłoni. Celuje nią w bliżej nieokreślony punkt. Wygląda na poręczną i zwrotną, doskonale pasuje do poczucia stylu podporucznika. Jakby stworzona dla niego. Podejrzewa, że nie przeszła pierwszych testów, ale może nie wystrzeli w ręce, pozbawiając go jej.
— Przetestujmy ją— proponuje.
Prowizoryczna strzelnica jest niedaleko, dlatego zachęca mężczyznę uśmiechem, by mu przy tych testach towarzyszył. Chyba, że ma inną robotą na głowie, ale może nie.
[Wyszło dokładnie tak jak miało.]
Havoc
[Podoba mi się ten pomysł, może wyjść bardzo ciekawie, daje dużo możliwości na rozwinięcie relacji i pewnie ciekawie wpłynie na samego Kurtza. Rozbawiła mnie wzmianka o tym, że nagle orientują się, że mają wzwód, to będzie na pewno ciekawe. Dante lubi mieć kontrolę nad sytuacją, a już sama bójka będzie załamaniem tego, nie mówiąc o nagłym dodatkowym problemie w spodniach. Mogę prosić byś zaczęła?]
OdpowiedzUsuń