kpt. SHAREEN THERON-RIPLEY
– MAMA
Nie znalazł się
jeszcze człowiek na tyle odważny, by zwrócić się do niej inaczej
niż „pani kapitan”. Mniej odporni ledwo dają radę to wyskomleć
pod karcącym spojrzeniem mechanicznego oka, które nawet nie stara
się wyglądać naturalnie. Kobieta bez przeszłości na tyle jawnej,
by podwładnym zostawała jakakolwiek możliwość poza przyjęciem
na wiarę, że to bohaterka floty. Chociaż nie ogłoszono jeszcze
żadnego dokonania floty na tyle ważnego, by było co świętować i
kogo wynosić do rangi bohatera. Kapitan Ripley w krótkiej rozmowie
potrafi pozbawić podwładnych woli sprzeciwu, uśmiecha się tylko,
gdy nikt nie patrzy i niemal wyłącznie na widok Aurory. Ostatnia
osoba, do której ktokolwiek miałby ochotę zgłosić się z jakimś
problemem.
mjr CARLOS „FISH”
RIPLEY – CAG
Oficjalny przełożony
wszystkich Ptaszyn. Serdeczny, rozmowny człowiek, który poklepie po
plecach tak, że bark zesztywnieje na dwa dni. Głównie dlatego
brakuje chętnych próbować się z nim w zapasach. Poza tym jest
mężem kapitan, choć zdaje się, że łącząca ich więź
sprowadza się do dzielenia nazwiska. Nikt nie chciałby mu się
narazić, nawet przez potrącenie w przejściu. Aczkolwiek jego
postura wskazuje na to, że dopiero zderzenie z rowerem zwróciłoby
jego uwagę. Na szczęście jest znacznie bystrzejszy niż wygląda,
a poczuciem humoru mógłby obdarować żonę i dzieci. Żona zdaje
się odporna, z dzieci ma jedynie Ptaszyny, więc na nich spada cały
ciężar.
por. MATHREY CALLIGARIS –
PIERWSZY OFICER
Rzadko wzywany z
nazwiska, które można znaleźć właściwie tylko w dokumentacji. Z
całych sił stara się wprowadzić europejski akcent w sztabie
dowodzenia. Są to próby równie urocze, co uśmiech godny
przedstawiciela firmy handlowej (którym kiedyś był) i równie
nieskuteczne, co tłumaczenie komputerowi zasad dadaizmu.
Niestrudzony optymista w świetle tego, że jemu dostała się
najczarniejsza robota. Człowiek, który wskaże sklep, nawet jeśli
nie wie, gdzie sklep jest, bo natura każe mu być życzliwym. Z całą
tą swoją radością, greckimi radami życiowymi i obłędnym
uśmiechem szybko daje zapomnieć, że nie należy szukać u niego
współczucia.
dr inż. NEZEVONTI FERKHAN
– OFICER NAUKOWY
Hindus z rodzaju tych,
którzy nigdy nie widzieli Indii, całe życie wytrząsali z butów
księżycowy pył. Nieśmiały, niezręczny w kontaktach
międzyludzkich, biegły informatyk i główny konsultant naukowy
całej wyprawy. Jakby znał się na wszystkim po trochu. Unika
rozmów, woli dostawać raporty niż wysłuchiwać osobistych
meldunków. Kiedyś na pewno przystojny, dziś za atrakcyjnego
uszedłby dopiero w ciemnym pomieszczeniu. Czoło i policzki ma
pokryte białymi śladami przypominającymi liszaje, na brodzie ślady
jak po ospie, a cała skóra twarzy wydaje się nienaturalnie napięta
i cienka. Wiecznie rozczochrane włosy dopełniają wrażenia
człowieka, który właśnie wstał z łóżka w ponury listopadowy
poniedziałek. I skutecznie odciągają uwagę od braku połowy palca
u lewej dłoni.
ANDRIEJ IWANOWICZ KOZŁOW
– CHIEF
Zwykle mówi bez
akcentu, nie czuć od niego smarem i pali eleganckie cygara zamiast
machorki. Nie ma zarumienionych od wódki policzków ani rzadkich
włosów przyklepanych na środku głowy. Radośnie powtarza, że
skończył samochodówkę, ilekroć ktoś zapyta go o referencje.
Częściej pytają go, czy jest prawdziwym Rosjaninem, o ile można
dziś mówić o prawdziwej Rosji. Wtedy śmieje się jeszcze
głośniej, błyskając zębami bez złotych koronek. Lubi mieć
wokół siebie porządek, lubi dobre towarzystwo, lubi szyte na miarę
garnitury. Gdy już założy mundur, wygląda, jakby się do tego
urodził. Cudotwórca w kwestii silników, choć zasady działania
żadnego z nich nie umie wytłumaczyć. Cudotwórstwo jest chyba
wymogiem przy rekrutacji do tej załogi. Inaczej ten cyrk nie
utrzymałby się w przestrzeni.
NEIL MCTYAER „TYAER” –
JESIR
„Sir, yes, sir”.
Jesir. Ripley może sobie być straszna i potężna, może mieć
władzę równą Bogu, ale jak dotąd nie zarządziła potopu. Za to
Tyaer mógłby zostać idolem każdego bosmana. Nikt tak nie klnie,
nikt z taką łatwością nie unika wychodzenia poza „może być' w
skali komplementów, nikt nie męczy rekrutów z taką radością
sadysty. Wyciągnęli go z ciemnego zaułka i kazali oglądać
słońce, co niemiłosiernie go wkurzyło. I tak już zostało. Zdaje
się, że nie ma innej rzeczy, która cieszy tego człowieka niż
oglądanie, jak rekruci potykają się o własne nogi. Spogląda
spode łba jak szaleniec, warczy jak rottweiler i kładzie po sobie
uszy na widok kogoś o nazwisku Ripley.
dr mjr HENRY O'MARA
Chociaż zawód wymaga
od niego stabilnej psychiki, można zastanawiać się, czy ktoś
zupełnie zdrowy wytrzymałby na jego stanowisku. Stanowisko
naczelnego psychiatry nie jest wymysłem amerykańskiej strony
Sojuszu rozpamiętującej swoje błędy sprzed stulecia. Właściwie
od niego zależy powodzenie Tezeusza. Żołnierz, który nigdy nie
dostał karabinu, major zarzucający mundurową kurtkę na kitel.
Posiwiałe skronie, umysł nadal nieprzeciętnie ostry. Tak sprawnego
manipulatora można rzadko kiedy spotkać, wyciągnie z człowieka w
pierwszej kolejności to, czego pacjent obiecywał sobie nie mówić.
Jeśli ktoś może bezpardowno sprzeciwić się kapitan i usłyszeć,
że to cenna opinia, jest jedynym takim człowiekiem w swoim rodzaju.
Ale to już dawno udowodniono.
dr ELSA ELIZABETH O'MARA –
MINION
Siostrzenica Wielkiego
O'Mary, ale znacznie bardziej ludzka i rzeczywiście przejmująca się
ludźmi. Kręci się niemal wszędzie, zawsze ma czas na wymianę
uprzejmości udaje urażoną za każdym razem, gdy ktoś wspomni o
jej ogniście rudych włosach. Szczerze troszczy się o pacjentów, z
bólem serca odsyła do wuja każdego, kto w rozmowie zdradzi
neurologiczne objawy, momentalnie zjednuje sobie ludzi. Nikt nie chce
oglądać jak ona dokonuje swoich cudów, zważywszy na wykonywany
zawód. Niech zostanie przy zakładaniu opatrunków i wkładaniu
zwłok w niebieskie worki. O ile zostaje z nich coś, co można
zebrać do worka.