piątek, 30 stycznia 2015

Try me

We became different the moment we stepped into the hero role. Now we have to live up to it... or die trying.
Jej rodzina od pokoleń służyła w lotnictwie, sprawiając, że nazwisko Whitfield wydaje się być podejrzanie znajome co trzeciemu pilotowi. Podobno korzenie tej rodzinnej tradycji sięgają II wojny światowej, a jej ojciec chlubił się tym, że gdyby w prehistorii istniały jakieś samoloty, Whitfield zasiadałby za sterami jako pierwszy pilot. Przez te wszystkie lata kobiety przyzwyczaiły się do pogrzebów z wszystkimi wojskowymi honorami, które jednak nie mogły przywrócić im mężów, a dzieci nauczyły się dorastać bez ojców i dziadków, których zabrało krwawe żniwo wojen, te bowiem nigdy nie miały końca. Jej rodzina wyznaje najstarsze, najbardziej szlachetne i jednocześnie najbardziej zabójcze wartości – Bóg, honor, ojczyzna i choć odznaczenia dumnie lśnią przypięte do munduru na piersi Emery, nie czuje tej dumy, jaką odczuwali jej przodkowie, meldując się do powietrznej walki z wrogiem - odrzucając życie, zyskując nieśmiertelność w pamięci uratowanych. Bo obecna wojna nie ma nic wspólnego z honorem, przynajmniej nie w jej wydaniu. Jest tylko brudnym, zdziczałym zwierzęciem, które wgryza szczęki w nogę napastnika, aby wywalczyć ochłapy z tego, co zostało z Ziemi. Razem z resztą rzuca się w chłodne, bezlitosne ramiona śmierci, wykonując za sterami manewry, które określa się słowem niemożliwe, próbując nie zatracić przy tym resztek swojego człowieczeństwa, ale termin ten traci swoje znaczenie w obliczu wyniszczenia, paniki, strachu przed Innymi, który popycha ludzi do różnych zbrodni lub do walki, która nie miała być ich. Emery kocha latać, bo to daje jej wolność; kocha gwiazdy, bo dają jej wieczność; kocha walkę, bo daje jej poczucie, że żyje; kocha pilotować, bo to daje jej poczucie kontroli, którą na co dzień odbiera jej los; nie potrafi jednak się poddać ani zawrócić, co prowadzi ją do nieuchronnej zguby.


EMERY WHITFIELD
Ptaszyna - niebieska alfa jeden ~ trzydziestojednoletnia pani porucznik ~ dowódca pierwszej eskadry drugiej dywizji starhawków (0/5) ~ nie dostała tego stanowiska za piękne oczy i lepiej o tym pamiętaj ~ blizna w kształcie gwiazdy pod lewą łopatką ~ nikt nie podjął więcej błędnych decyzji w życiu od niej ~ nigdy nie dość dobra ~ łańcuszek z zawieszonym na nim złotym pierścionkiem starannie ukryty pod kombinezonem niczym największa tajemnica ~ nie uznaje kompromisów ~ bilet do piekła w jedną stronę ~ podporządkuj się albo nie wchodź jej w drogę ~ uciekinierka ~ to skomplikowane

Dupa, nie karta.
Na zdjęciu Josephine Skriver.
Każdy, kto jest gotowy znosić upierdliwą babę z permanentnym okresem, będzie mile widziany - jedyne przywitanie, na jakie może liczyć, to solidny kop w tyłek, ale będzie fajnie. 

czwartek, 29 stycznia 2015

Cernutur in agendo virutes


Kim jest człowiek?

Człowiek jest zbiorem miliardów komórek, które współpracując ze sobą tworzą jedną, spójną całość. Każda pojedyncza komórka ma do odegrania swoją własną rolę i po jej wypełnieniu umiera. Zbiór takich samych komórek, pełniących tę samą funkcję nazywa się tkankami, te z kolei skupiają się w większe segmenty i budują organy – miejsca, w których zachodzą ważne procesy biologiczno-chemiczne. Całe funkcjonowanie organizmu zależy jednak o najmniejszych jednostek budulcowych, czyli właśnie komórek.
Wyróżniamy wiele rodzajów poszczególnych komórek. Są hepatocyty, czyli komórki wątrobowe, które uczestniczą w metabolizmie białek, tłuszczów i cukrów a także w procesach detoksyfikacji, czyli oczyszczania. To właśnie dzięki tym komórkom organizm może zneutralizować toksyny i inne szkodliwe substancje. Neurony, czyli komórki nerwowe, których zadaniem jest przewodzenie i przetwarzanie informacji w postaci impulsów nerwowych. Dzięki temu nasze serce pompuje krew a my możemy między innymi tańczyć, grać na instrumentach i biegać.
Człowiek to tylko obłożona tkankami sterta kości, między które powpychane są poszczególne organy, oplecione siecią naczyń krwionośnych i limfatycznych, a to wszystko okrywa skóra. Pod tym względem ludzie nie różnią się od siebie praktycznie w ogóle. Jednak nikt nie chce być postrzegany jako sterta materii organicznej.
Każdy wie, że nie ma na świecie dwóch identycznych osób. Różnimy się wyglądem i zachowaniem, lecz gdyby ktoś zdarł z nas ten płat skóry o powierzchni kilku metrów kwadratowych, odkryłby, że każdy jest taki sam.



CAROL DANVERS
- DWUDZIESTOSIEDMIOLETNI MEDYK, DLA KTÓREGO NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH - POSŁUGUJE SIĘ SPRAWNIE KILKOMA JĘZYKAMI - TROCHĘ DZIWAK, ALE NIKT NIE ZSZYJE LEPIEJ NIŻ ON - OCENIA LUDZI I WYTYKA KAŻDY BŁĄD I KAŻDĄ NIEDOSKONAŁOŚĆ - WSZYSTKO MUSI BYĆ POUKŁADANE - NAUCZONY DZIAŁAĆ W TRUDNYCH WARUNKACH - 
Starasz się nie zwracać na siebie uwagi innych, jednak i tak wiesz, że gdy tylko się odwrócisz, to ludzie zaczynają mówić na twój temat. Jesteś dziwakiem, jednak nikt nie potrafi powiedzieć ci tego w twarz, bo darzą cię względnym szacunkiem.
Całe swoje życie poświęciłeś nauce i dążeniu do wyznaczonego przez siebie celu. Droga nie była łatwa, a sposoby jej przejścia nierzadko wymagały nieczystych zagrań. Teraz jesteś najlepszy z najlepszych i masz głęboko gdzieś to, co mówią i myślą inni. Wiesz, że wszyscy chcą, żebyś to właśnie ty się nimi zajął. Nie udajesz miłego i mówisz to, co chcesz, żeby inni usłyszeli. W życiu jesteś perfekcjonistą i tego samego oczekujesz od innych. W pracy mówisz, że liczy się skuteczność a nie bycie delikatnym, ból to oznaka, że jeszcze żyjemy, więc jest dobry.

Teoretycznie jesteś spokojnym człowiekiem, jednak z doświadczenia wiesz, że w praktyce może być różnie. Łatwo dajesz wyprowadzić się z równowagi, jednak nie dajesz po sobie tego poznać i dopiero w swoich czterech kątach bluzgasz na wszystkich i życzysz im wszystkiego co najgorsze. Oceniasz, rozkazujesz, rozstawiasz po kątach i krew cię zalewa, gdy nikt widzisz, że nikt nie robi tego, co mówisz. Czasem masz ochotę wszystkich pozabijać i wcale się z tym nie kryjesz.


Uwielbiam marvelowskie komiksy, a Miss Marvel w szczególności, dlatego takie a nie inne imię i nazwisko.
Zdjęcie może jakieś znajdę, a jeśli nie to zostaje to.
Teoretycznie męsko-męskie idą mi lepiej, no ale obiecuję wątkować z każdym :)


Swobodnie płynie krew

Virginia Hale
|| dwadzieścia-dziewięć przeżytych lat | starszy chorąży w drugiej drużynie pierwszego plutonu || 
|| amerykanka | amnezja ||


Otworzyła oczy. Twarde łóżko, białe ściany i odór chloru od razu ją odrzuciły. Nie wiedziała, co się dzieję, gdzie była ani, co najważniejsze, kim była. Dotknęła swojej twarzy. Powoli usiadła, rozglądając się dookoła. Kątem oka zauważyła na palcu lewej dłoni obrączkę, połyskującą w świetle jasnych lamp. Nie potrafiła odnaleźć w pamięci osoby, która miała być jej, poetycko mówiąc, drugą połówką. Wstała, uważając, aby przypadkiem nie upaść. Podłączone do niej kable, które hamowały jej ruchy, odłączyła gwałtownie. Chwyciła kartę, chcąc w ten sposób dowiedzieć się swego imienia, poznać dane. Jane Doe. Przeklęła pod nosem. Zestresowana odwróciła się, słysząc czyjeś kroki. Lekarz. Nie, pielęgniarz. Poklepał ją po ramieniu i odszedł, nie zważając na jej wołania. Zaczęła biec, jakby chciała w ten sposób znaleźć odpowiedzi na duszące ją od środka pytania. Nagle poczuła szarpnięcie. Ktoś przyciągnął ją do siebie za łokieć, rzucając przy okazji jakimiś pojedynczymi słowami. Kilka sekund później trzymała w ręku broń, zimną i morderczą. Świat zatopił się w strzałach i hukach. Plansze z głowami ludzi zostały bezlitośnie potraktowane przez pociski, które za każdym razem wbijały się celnie w sam środek wyznaczonego punktu. Oddychała szybko i płytko, wciąż stojąc z wyciągniętymi przed siebie rękoma. To sprawiło jej przyjemność, obudziło jeszcze bardziej do życia. Przestała martwić się przeszłością. Chciała walczyć, zabijać, wspinać się po szczeblach kariery aż na sam szczyt. Była żołnierzem, to liczyło się najbardziej. 

_________________________________
Witam! Ze swoich kart nigdy nie jestem zadowolona, także i tutaj nie będzie wyjątku. Nie satysfakcjonuje mnie, niestety.
Powiązania i wątki - tak. 
fc: Scarlett Johansson 
ewentualny kontakt: ola99panic@gmail.com

Nie wiem ja­ki jes­tem,

ale cier­pię, gdy mnie de­for­mują... 
Wbrew wszys­tkiemu chcę być sobą.

Cesar Molotovskij,38,
mechanik, konstruktor - wynalazca,
opiekun drugiej dywizji,
Rosjanin z krwi i kości,
ciężki w obyciu, zły i niedobry, lodowate palce, oczy, serce

Trzynaście lat spędzonych w rosyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze, boleśnie odciśniętych na szorstkich opuszkach palców. Na nich również krew mężczyzny, wtopiona głęboko, zrośnięta już z molotovskijowym cieniem, którego ten z obrzydzeniem próbuje pozbyć się niczym Piotruś Pan. Odczepić, wyrzucić, zgnieść, zakopać. A wraz z nim wspomnienia dotyczące pociągających wizji rozerwania cudzego gardła, połamania kręgosłupa, uduszenia. I choć nie żałuje tamtego ani dwóch zamordowanych stopioną szczoteczką do zębów już w zamknięciu, świadomość że teraz jest w zupełnie innej sytuacji, ogranicza. Paskudnie żywe obrazy budzą go nocami, nie pozwalają zasnąć, nie dają spalić w spokoju papierosa, nie otwierają mu ust. Dlatego jest milczący, dlatego nie traci czasu na zbędne komentarze, dlatego pracuje w swoim kącie, obserwując z uwagą myśliwego swoje potencjalne ofiary. Zdaje sobie sprawę, że wiedzą tutaj kim jest, że muszą tutaj być ludzie świadomi jego przeszłości. Jednocześnie wie, że nie wszyscy są w posiadaniu tej wiedzy. W zamglonych oczach pojawia się więc podniecenie na myśl o wypatroszeniu jakiejś istoty; nie dlatego, że nie może się oprzeć, właśnie dlatego, że potrafi. Bo chce odebrać to życie, chce zniszczyć komuś przyszłość, odebrać ją, być panem cudzego bytowania. Inteligentny, zamknięty w hermetycznym opakowaniu, gotów jest robić z siebie kretyna, co by się nie zdradzić, nie pokazać, jak głęboko zakorzenione są w nim umiejętności wyćwiczone do perfekcji: pamięć, logika, zwinność. Codzienne rytuały, uprzejme skinanie głową, rzadko cokolwiek więcej. Mogą mieć go za niedorozwiniętego, niech mają, niech biorą go za cokolwiek chcą - kota, psa, sąsiadkę spod trójki i wykałaczkę - w rzeczywistości będzie przecież zawsze skrycie potępiony, wystawiony w pierwszej linii do odstrzału. Ostrożnie dobierając kolejne elementy układanki, wygrywa zanim jeszcze dojrzy wszystkie kawałki.
Gombrowicz.
Fassbender.
Jak zwykle drama życia.

środa, 28 stycznia 2015

Freeky, just Freeky

Freeky. Po prostu Freeky.
Freya Eyki.
Lat 27.
Kapsztad.
Kadet Air Force, mimo, że przeszła szkolenia w tydzień, trzykrotnie poddawana karze dyscyplinarnej. Dobrze się czuje w każdej maszynie latającej.
Sprzedawała ludziom lewe dokumenty i specjalizowała się w modyfikacji i ulepszaniu wszelkich urządzeń elektronicznych. Nielegalnie rzecz jasna. Ale była bardzo ostrożna.
Czeka na przydzielenie do jednostki.

Nigdy nie marzyła jej się kariera wojskowa, wręcz przeciwnie, należała do dziewczyn, które widziały się jako artystki estradowe, planując swoją przyszłość pod gwiazdami i światłem fleszy. Freeky miała kiedyś wiele zainteresowań i marzeń, a jej predyspozycje w niczym nie przeszkadzały w ich spełnianiu. Uwielbiała robić zdjęcia. Dostała aparat, ale szybko zauważono, że bardziej zainteresowała się jego wnętrzem. Uwielbiała łączyć chemię i mechanikę. Dostała wiele książek i zestaw małego naukowca. Szybko jej się znudził, kiedy w trzy dni wykonała ponad pół tysiąca eksperymentów. Uwielbiała składać drewniane modele samolotów. Dostała ich tuzin, ale też szybko się znudziło, kiedy złożyła je w niespełna godzinę, więc ojciec zabrał ją do swojego miejsca pracy. Był zawodowym pilotem odrzutowca. Pokazał jej stare szczątki niewielkiego skrzydłowca, które zalegały magazyn. Naprawiła go w mgnieniu oka. Kiedy podrosła, nadal interesowała ją bioinżynieria i mechanika kwantowa, ale teraz większość swojego czasu poświęcała jednostką latającym.
Jej umysł został jednak mocno nadszarpnięty pewną zimną jesienią, piętnaście lat wcześniej. Z przyjemnej, pyzatej buźki zszedł pogodny uśmiech, który wcześniej widniał bez ustanku, zaczęła miewać coraz dziwniejsze humory, stosy notatek, które nagromadziła lądowały w nieładzie po całym domu. Zrobiła się obojętna. Relacje z ludźmi wykorzystywała tylko jako podtekst do zbierania informacji, albo dla własnej przyjemności.
Z jej lakonicznych odpowiedzi można tylko się domyślać, że tego jednego dnia straciła wszystko. Nie wiadomo tylko jak, co się stało. Kiedy tylko próbowano wydobyć z niej coś więcej, reagowała agresją, albo zamykała się w sobie.
W jej szafie można znaleźć mnóstwo dziwacznych przebrań i strojów. Nie znosi mundurów, ani kombinezonów ochronnych.
Nosi mocny makijaż.
Uczęszcza dodatkowo na kurs samoobrony i boksu. Często można ją znaleźć w pokoju ćwiczeń, albo w kuchni, chociaż bardzo dba o swoje ciało i ma porozpisywane notatki na temat swojego BMI.
Unika części sypialnianej jak może.

na zdjęciach: Anri du Toit
Marzą mi się jakieś pokręcone relacje. Wujek? Kochanek? Enigmatyczny przyjaciel? Bro, sis? Anyone?
kontakt: jaseoule@gmail.com

It is sometimes an appropriate response to reality to go insane

Holly Anna Tienert "Gyspy"

▲niebieski beta dwa▲36 lat▲zodiakalny koziorożec▲znajoma z podwórka▲
▲siedem języków biegle w mowie i piśmie▲ wróży z ręki▲pracowała dla sztabu▲

Czasami wolałaby nie omawiać problemów floty przy obiedzie, ale zdaje się, że taka możliwość uleciała w nieznane zanim jeszcze się pojawiła. Holly, zwolenniczka zmuszania spraw, żeby toczyły się po jej myśli, w tej sprawie wyjątkowo nie interweniowała. Musiałaby oddać przyjaciela, człowieka, którego zna dłużej niż kogokolwiek innego. Dawno doszli do wniosku, że niezręcznie byłoby, gdyby jedno podlegało drugiemu zawodowo. Przez lata rzeczywiście tego unikali (poza towarzyskimi meczami koszykówki), a jednocześnie robili wszystko, by nic ich nie rozdzieliło na długi czas. To prawdopodobnie nie była najlepsza decyzja w życiu Holly, ale żałowała jej tylko kilka razy. Kiedy zginął Teddy, Carlos stał się jeszcze bardziej jak rodzina, niewiele brakowało, a to ona nosiłaby dziś tytuł pani Ripley. Zamiast tego została przy swojej papierkowej pracy, zapraszaniu Carlosa na obiad w każdy wolny weekend, Odmówił tylko raz. W dniu, kiedy osobiście wręczył jej kopertę pieczętowaną przez flotę. Często dostawała podobne koperty, ale takich, jak tamte nie przynosił major we własnej osobie. Nawet jeśli oznaczało do dla niego jedynie przeskoczenie przez murek i przejście przez trawnik. Przysłowiowo. San Francisco dawno już nie miało trawników. Zwłaszcza pod ziemią. Wciąż jednak mieszkali drzwi w drzwi. 
Szanowna pani Tienert, w uznaniu za dotychczasową pracę... 
Nie widziała tej tony komplementów, widziała bezlitosne wezwanie. Już nie grzeczną prośbę, by spróbowała jeszcze raz usiąść za sterami. Teraz to był już nakaz. Przynajmniej byli na tyle subtelni, by nie dać jej myśliwca, który zabił Teddy'ego. Tak, sprawdziła to, maszyna wciąż lata, głównie na Sarissę. Holly Tienert znów uniosła się honorem, odrzuciła oferowane tytuły i była bliska rozdarcia szat. Potem przekonała się, że mogła trafić znacznie gorzej, trafić na dowódcę, który nie zauważy jej doświadczenia i wybitnego refleksu, trafić na bandę dzieciaków uśmiechających się ironicznie. 
-------------------------------------------
Philip K. Dick; Indira Varma
wątki - tak, powiązania - tak, 
yup, tu jest dużo spoufalania się z dowództwem

Stracona jest każda chwila, której nie spędzamy sam na sam z sobą.


http://24.media.tumblr.com/87c11595ad059b2d6b04fb3b63e31f43/tumblr_n3s936iAau1tsesexo1_500.jpg

Dante Kurtz
28 lat (14 luty) podoficer CMSAF (Sierżant) Niemiec
dowódca I eskadry I dywizji myśliwców starhawk (0/9)* Czerwony Alfa Jeden


Nie spodziewajcie się tutaj łzawej historii życia, przerywanej pociągnięciem trunku z gwinta i aby wysmarkać się w chusteczkę. Jeśli chcecie się wzruszyć radzę przejść dalej, tutaj jest jedynie bezpośredniość, wulgaryzm i ogólne zgorszenie. Kurtz jest specyficznym człowiekiem, który nigdy nie powiedział niczego na temat swojej przeszłości. Każde pytanie na temat tego co było, komentowane jest setkami przekleństw wyrzucanych z olbrzymią szybkością. Kilka lat temu postanowił żyć chwilą, nie oglądać się już nigdy za siebie. Został rasowym sukinsynem czerpiącym z życia garściami, nie zważa na to , że jego zachowanie może być niemoralne. Z pozoru dla kobiet dżentelmen i facet akurat do romansów, dla mężczyzn kompan przy kieliszku i do rozmowy. Na prawdę, po prostu wykorzystuje ludzi. Jest zbyt niestały w uczuciach, by mógł się z kimś związać, gdzieś w głębi siebie czuje, że zawiódł, by jako partner, więc ucieka, gdy robi się poważnie. Nie będąc wstanie ustabilizować się życiowo, oddał się całkiem wojsku. Zaczął pnąc się ku górze, osiągając więcej. Zdecydował się być pilotem, niedługo później dostał szansę, by zrobić jeszcze więcej. Nie zamierza tego zaprzepaścić, nie chce zmarnować tego co mu już teraz dano. Jest typowym hedonistą, a przy tym wręcz tyranem, nikt, kto mu podlega nie ma łatwo przy nim. 

Nie wiem kto jest na zdj
W tytule E.Cioran
Zapraszam do wątków i powiązań
Uwaga to niebezpieczny typ! 
* przyjęty zostanie każdy, 
kto odważy się, żyć pod dowództwem Kurtza

bang bang

Podporucznik Mike Havoc
dowódca drugiej drużyny pierwszego plutonu (1/5)*
27 lat na karku <> zawodowy żołnierz <> broń palna przedłużeniem dłoni <> brak wyobraźni przestrzennej  <> powody zawsze są prozaiczne <> HSAN <> zwyczajowy ni to rozbawiony, ni to impertynencki uśmiech motywem prowokacji wszystkich wokół <> obrączka na palcu <> zręczne posługiwanie się nożem, używanie go ostateczną koniecznością
Zdrowy rozsądek znika gdzieś pomiędzy fusiastą kawą a drugim, może trzecim papierosem drapiącym w gardło i wywołującym w płucach specyficzne mrowienie. Potem jest czwarty, piąty i szósty, i sześć kolejnych. Pozostawiają na ustach drażliwy posmak, roztaczając wokół „słodki” zapach nałogu. Jest wszędzie na rękach, ubraniu i nawet we włosach, i Mike już dawno przestał na niego zwracać uwagę. Skutecznie neutralizuje ten smród życia pchający się do nozdrzy z czterech stron świata. Dwie paczki dziennie, ot, tyle z tego wszystkiego przyjemności, która sukcesywnie doprowadza do bankructwa i hodowli zwierzątka w postaci raka, a Havoc lubi, nie, bardzo lubi go dokarmiać czy to świadomie, czy mniej świadomie.
Może powinien złożyć światu przysługę i wywinąć się od życia, gdy do jego drzwi zapukała takowa okazja, może, ale jego ateizm ma się dobrze, a patriotyzm trochę mniej. Teraz przy życiu utrzymuje go tylko dług wdzięczności zaciągnięty u pewnej osoby w wyjątkowo skwarny dzień mogący się mierzyć wyłącznie z piekłem, złożona mimochodem obietnica rozwijana dawno przez zanieczyszczony wiatr, stęchła we krwi adrenalina, jednostronna miłość do naciskania za spust, słabość do odgłosu wystrzału i oczywiście papierosy.


Witam, karta taka sobie, trochę mi za nią wstyd i mam tremę. Zdjęcie zmienię, jak znajdę lepsze. Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam.
Zapraszam do wspólnego wątkowania. Lubię wszystko co toksyczne i pokręcone.
Właścicielka obrączki do pary do przejęcia. Konsultacja drogą mailową (lalkarz.zwlok@gmail.com).
*Havoc przyjmie każdą parę rąk do swojej drużyny. Jedynym wymogiem jest hart ducha.

wtorek, 27 stycznia 2015

Fabuła

Od założenia kolonii na Księżycu minęło pięćdziesiąt siedem lat.
Wydawałoby się, że dopiero wczoraj oderwaliśmy się od ziemi...Ziemi. Tymczasem pierwsi naukowcy z bazy na Księżycu doczekali się już wnuków. Poświęcili lata pracy, by otworzyć tym dzieciom drogę w kosmos. Jak my wszyscy wiedzieli, że rodzima planeta robi się za ciasna. Księżyc, potem stacja na Fobosie, Io, Charonie... Wydawało się, że Układ Słoneczny podlega nam w całości.
Ziemia od dawna ma mało wspólnego z zieloną planetą. Głównie kurz i pył, które zalegają ludziom w płucach. Większość choruje, część chroni się pod powierzchnią, prawie milion zginął w katastrofie pierwszego podwodnego miasteczka. Mówi się, że konstrukcja nie wytrzymała ruchów tektonicznych czy erupcji wulkanu, ale wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają, że dziesiątego lipca to nie trzęsienie ziemi zatopiło Cypr. Coś spadło z nieba.
Krótko po tym wydarzeniu powszechne stały się silniki grawitacyjne, umożliwiające skoki hiperprzestrzenne. Wysłaliśmy misję badawczą w stronę Alfa Centauri. Wrócą za dwanaście lat. Cóż, wróciliby, gdyby nie pojawili się Inni. Wyszli z hiperprzestrzeni siedem minut świetlnych od Saturna i strzelili. Raz. Cokolwiek to było, pochłonęło statek i Mimasa. Teraz Saturn ma jeden księżyc mniej. A my jesteśmy w stanie wojny, nie znając przeciwnika, opierając się jedynie na nagraniach sprzed trzech lat.


Jeśli można powiedzieć, że mieliśmy w czymś szczęście, to tyle dla nas dobrego, że nikt na Alfa Centauri nie chowa do nas urazy za pomijanie w wyborach Miss Universe. O ile ktokolwiek tam jest. Powtarzając za słynnym przemówieniem senatora Godwina, gdyby ktoś tam był, przyszedłby i powiedział. Tak zrobili Inni. Kimkolwiek są Inni.  

Kontakt

Pomysły, skargi, zażalenia, nabożne prośby, wyznania i przysięgi - powiedz nam co tylko chcesz. 
Możesz też zapytać, czy npc zrobiłby coś takiego, poprosić o możliwość wykorzystania npca w opowiadaniu lub wątku jako postaci bardzo ważnej (w tle mogą pojawić się zawsze), a nawet porozmawiać z npcem po uprzednim dogadaniu terminu z administracją. 

wszystkie powyższe prosimy kierować w komentarzu poniżej lub na maila birds.cannot.dance@gmail.com

Dom i jego przedrośla


ZIEMIA
Średnia odległość
od Słońca
149 598 261 km
(1,00000261 j.a.)
Obwód orbity
939 887 974 km
Rok gwiazdowy
365,256363004 dnia
Satelity naturalne
1 (Księżyc)
Promień równikowy
6378,1366 km
Masa
5,97219×1024 kg
Przyspieszenie ziemskie średnie
9,80665 m/s²
Prędkość ucieczki
11,19 km/s
Temp. powierzchni
min.
185 K
średnia
288 K
maks.
331 K
Inne
Ciśnienie atmosferyczne
na poziomie morza
101,325 kPa
Skład atmosfery
Azot
Tlen
Argon
Dwutlenek węgla
(według krzywej Keelinga)
78,084%
20,946%
0,934%
0,0385%

Rok 2073 według kalendarza gregoriańskiego. Ojczysta planeta homo sapiens dziś na skraju użyteczności. Niszczona kolejnymi klęskami żywiołowymi, których ciąg zaczął się dziesiątego lipca 2033, wciąż musi wyżywić miliardy mieszkańców. Scena polityczna jest równie niepewna, co ćwierć wieku temu, gdy Stany Zjednoczone ogłosiły upadłość i z podkulonym ogonem zwróciły się o pomoc do Unii Europejskiej. Kanada dołączyła do nowego tworu politycznego zaraz po oficjalnym ustanowieniu Sojuszu. Bliski Wschód toczą wojny, Izrael jest właściwie zamkniętym bunkrem i być może najbezpieczniejszym państwem na świecie. Chiny po niespodziewanym ataku na Japonię zaprzestały dalszej ekspansji po tym, jak Wietnam użył ostatniej broni biologicznej, jaka zachowała się na planecie i został uniewinniony przez Sojusz. Jako wytłumaczenie sąd podał, że masakra była działaniem na rzecz pokoju. O pokoju dawno nie słyszeli obywatele dawnej Federacji Rosyjskiej, obecnie mieszkańcy niewielkich teokratycznych wspólnot, nieustannie nękani przez bardziej kraje północno-wschodniej Europy, zbyt małe i biedne, by liczyły się dla Sojuszu, choć jednocześnie najbardziej urodzajne w naukowców i świetnych pilotów.
Na spokojne życie można liczyć w Afryce. Jej mieszkańcy są mniej podatni na zarazy, zahartowani w niełatwym klimacie – najmniej boleśnie odczuli kryzys.
Sojuszem rządzi Kongres. Kongres panuje nad każdym sektorem, czego nie może opanować, udaje, że nie ma. Poza wojną. Wszystkie pieniądze (które i tak wypiera handel wymienny) pchają w badania, uzbrojenie i szkolenia. Specjaliści mówią, że ludzkość potrzebowała wspólnego wroga i ta wojna może pozwolić cywilizacji podnieść się z upadku. Kongres zaprzecza jakoby miał miejsce jakikolwiek upadek cywilizacji.

KSIEZYC
Wykonuje ruch precesyjny prosty z okresem 3232,6054 dnia (8,85 lat)
Wykonuje ruch precesyjny wsteczny wzdłuż ekliptyki z okresem 6793,5 dnia (18,6 lat)
Jest satelitą Ziemi

Promień
1 737,064 km (0,2727 Ziemi)
Powierzchnia
3,793×107 km² (0,074362 Ziemi)
Odległość od Ziemi
384 403 km
Masa
7,347 673×1022 kg (0,0123 Ziemi)
Przyspieszenie grawitacyjne na równiku
1,622 m/s² (0,1654 Ziemi)
Okres obrotu wokół własnej osi
27,321 661 d
(synchroniczny z okresem obiegu)
Temp. powierzchni
min.
40 K
średnia
250 K
maks.
396 K
Skład chemiczny
Tlen 43%
Krzem 21%
Glin 10%
Wapń 9%
Żelazo 9%
Magnez5%
Tytan 2%
Nikiel 0,6%
Sód 0,3%
Chrom 0,2%
Potas 0,1%
Charakterystyka atmosfery
Ciśnienie atmosferyczne 3×10-13 kPa
Hel 25%
Neon 25%
Wodór 23%
Argon 20%
Metan
Amoniak
Dwutlenek węgla
śladowe

Stacja badawcza założona w 2016 roku była zalążkiem kolonii liczącej dziś trzysta tysięcy osób, w tym przede wszystkim naukowców. Stacja Descartes stała się symbolem postępu, niektóry nie wahają się nazywać ją symbolem nowej ery, ery lotów kosmicznych. Z całą pewnością jest dziś głównym ośrodkiem naukowym. Olbrzymi kompleks ma sektory często pokazywane w mediach oraz takie, do których wstęp ma tylko garstka osób. Te miejsca są lepiej strzeżone niż Pentagon. Księżyc nie był zbyt chętny do współpracy przy terraformowaniu, jest niewdzięcznym kawałkiem skały, a mimo to ludzie nie dali się przepędzić. Właśnie na Księżycu powstaje większość myśliwców. Co nie mniej istotne, na ciemnej stronie Księżyca znajduje się jeden z dwóch najnowocześniejszych ośrodków szkoleniowych, militarna nadzieja ludzkości.

FOBOS
Obwód
58 901 km
Okres obiegu
0,318910203 d
Powierzchnia
~6 100 km2
Masa
1,072×1016 kg
Przyspieszenie grawitacyjne na powierzchni
0,0084 - 0,0019 m/s2
Okres obrotu wokół własnej osi
synchroniczny
Temperatura powierzchni
~233 K

Pierwsza winda kosmiczna łączy stację Sarissa z księżycem Marsa. Olbrzymie, obracające się pierścienie osłaniają główną kwaterę sił militarnych Sojuszu. Na Ziemi ich jak na lekarstwo, za to tutaj dziesięciu szeryfów na jednego mieszkańca, a i tak ten mieszkaniec musi w jakiś sposób być związany z wojskiem, inaczej nie ma wstępu na Sarissę, może co najwyżej dokręcać śrubki w windzie. Wokół Fobosa stacjonuje cała flota kosmiczna, nie licząc eskadr myśliwców na stałe przypisanych do Księżyca.

CHARON
Obwód
-
Okres obiegu
6,3872304 ± 0,0000011 d
Powierzchnia
4,58×106 km2
Masa
1,90×1021 kg
Przyspieszenie grawitacyjne na powierzchni
0,368 m/s2
Okres obrotu wokół własnej osi
synchroniczny
Temperatura powierzchni
53 K

Lód, skały i dokładnie siedemnastu żywych ludzi. Tyle potrzeba do utrzymania najmniejszego podzespołu bazy wojskowej. Reszta czeka na rekrutów z Ziemi.  

Projekty wojskowe


OPERACJA TEZEUSZ
Od dziesięcioleci nie stosowano przymusowego poboru do wojska. Teraz, w obliczu nieznanego wroga, Sojusz wrócił do tej zardzewiałej metody. Wybrano setkę ludzi, pięćdziesiąt kobiet i pięćdziesięciu mężczyzn, w pełni sprawnych na ciele i umyśle, i powołano do wojska. Podczas pierwszej fazy szkolenia, na terenie dawnego staniu Missouri, składającego się głównie z błota i deszczu, odpadło szesnaście osób. Dwie zginęły. Dwie okaleczone. Operację kontynuuje osiemdziesiąt procent rekrutów, więcej niż ktokolwiek przewidywał. Ci ludzie będą pierwsi na froncie, gdzie będą oni, tam będzie front. Chodzą plotki o egzoszkieletach, lepszych nich te użyte do ratowania ofiar po agresji Wietnamu. Ale chodzą też plotki o tym, że na Charonie mieszkają obcy, którzy chcą zemsty na pobratymcach odpowiedzialnych za zniszczenie misji badawczej i Mimesa.\

cel: odnaleźć i zniszczyć siły agresora wszelkim kosztem
oficer dowodzący operacją: kpt.Theron-Ripley
oficerowie pomocniczy: por. Mathrey Calligaris, Neil Tyaer.
program: intensywne ćwiczenia fizyczne, przeszkolenie w używaniu egzoszkieletów typu MARK, szkolenie posługiwania się bronią palną i białą
postęp operacji: pierwsza grupa rekrutów ukończyła szkolenie na Ziemi, trwają przenosiny i organizacja ośrodka szkolenia na Księżycu

pierwszy pluton - dowódca:
pierwsza drużyna pierwszego plutonu (6os) - dowódca: vide dowódca plutonu
druga drużyna pierwszego plutonu (6os) - dowódca: ppor.Mike Havoc
1. Virginia Hale 

PTASZYNY
Towarzyszący rekrutom z Tezeusza piloci. Elita pilotów i elita żołnierzy, stanowiący trzon planu wygrania wojny z Innymi. Wśród nich rotacja jest jeszcze większa niż u Tezeusza, ale przynajmniej rzadziej giną. Są jednak wystawieni na cięższe warunki pracy, a rekrutację prowadzi osobiście nadzorująca oba programy kpt. Ripley, głównodowodząca statku Aurora, chluby całej floty.

cel: zrobić wszystko, co konieczne, żeby wspomóc Tezeusza, w wypadku jego klęski kontynuować misję
oficerowie dowodzący operacją: kpt. Theron-Ripley, mjr Carlos Ripley
program: przygotowanie pilotów do używania nowego sprzętu, myśliwców typu starkhawk i statków typu omega-11, po ukończeniu szkolenia zapewnią powietrzne wsparcie Tezeuszowi i będą stanowić główną siłę uderzeniową, jeśli dojdzie do walki poza atmosferą.
postęp operacji: większość pilotów zdała wstępne testy sprawnościowe, razem z Tezeuszem zostaną przetransportowani na Księżyc, gdzie czekają ich ćwiczenia w symulatorach, a potem już w prawdziwych maszynach.

pierwsza dywizja myśliwców starhawk - dowódca kod czerwony beta jeden:
pierwsza eskadra pierwszej dywizji (6os) - dowódca kod czerwony alfa jeden: Dante Kurtz
druga eskadra pierwszej dywizji (6os) - dowódca: vide dowódca dywizji

druga dywizja myśliwców starhawk - dowódca kod niebieski beta jeden
pierwsza eskadra drugiej dywizji (6os) - dowódca kod niebieski alfa jeden: Emery Whitfield
druga eskadra drugiej dywizji (6os) - dowódca: vide dowódca dywizji
2. niebieski beta dwa: Holly Tienert/Gyspy
zaplecze techniczne: Cesar Molotovskij

Poznaj swoją nową rodzinę

kpt. SHAREEN THERON-RIPLEY – MAMA
Nie znalazł się jeszcze człowiek na tyle odważny, by zwrócić się do niej inaczej niż „pani kapitan”. Mniej odporni ledwo dają radę to wyskomleć pod karcącym spojrzeniem mechanicznego oka, które nawet nie stara się wyglądać naturalnie. Kobieta bez przeszłości na tyle jawnej, by podwładnym zostawała jakakolwiek możliwość poza przyjęciem na wiarę, że to bohaterka floty. Chociaż nie ogłoszono jeszcze żadnego dokonania floty na tyle ważnego, by było co świętować i kogo wynosić do rangi bohatera. Kapitan Ripley w krótkiej rozmowie potrafi pozbawić podwładnych woli sprzeciwu, uśmiecha się tylko, gdy nikt nie patrzy i niemal wyłącznie na widok Aurory. Ostatnia osoba, do której ktokolwiek miałby ochotę zgłosić się z jakimś problemem.

mjr CARLOS „FISH” RIPLEY – CAG
Oficjalny przełożony wszystkich Ptaszyn. Serdeczny, rozmowny człowiek, który poklepie po plecach tak, że bark zesztywnieje na dwa dni. Głównie dlatego brakuje chętnych próbować się z nim w zapasach. Poza tym jest mężem kapitan, choć zdaje się, że łącząca ich więź sprowadza się do dzielenia nazwiska. Nikt nie chciałby mu się narazić, nawet przez potrącenie w przejściu. Aczkolwiek jego postura wskazuje na to, że dopiero zderzenie z rowerem zwróciłoby jego uwagę. Na szczęście jest znacznie bystrzejszy niż wygląda, a poczuciem humoru mógłby obdarować żonę i dzieci. Żona zdaje się odporna, z dzieci ma jedynie Ptaszyny, więc na nich spada cały ciężar.

por. MATHREY CALLIGARIS – PIERWSZY OFICER
Rzadko wzywany z nazwiska, które można znaleźć właściwie tylko w dokumentacji. Z całych sił stara się wprowadzić europejski akcent w sztabie dowodzenia. Są to próby równie urocze, co uśmiech godny przedstawiciela firmy handlowej (którym kiedyś był) i równie nieskuteczne, co tłumaczenie komputerowi zasad dadaizmu. Niestrudzony optymista w świetle tego, że jemu dostała się najczarniejsza robota. Człowiek, który wskaże sklep, nawet jeśli nie wie, gdzie sklep jest, bo natura każe mu być życzliwym. Z całą tą swoją radością, greckimi radami życiowymi i obłędnym uśmiechem szybko daje zapomnieć, że nie należy szukać u niego współczucia.

dr inż. NEZEVONTI FERKHAN – OFICER NAUKOWY
Hindus z rodzaju tych, którzy nigdy nie widzieli Indii, całe życie wytrząsali z butów księżycowy pył. Nieśmiały, niezręczny w kontaktach międzyludzkich, biegły informatyk i główny konsultant naukowy całej wyprawy. Jakby znał się na wszystkim po trochu. Unika rozmów, woli dostawać raporty niż wysłuchiwać osobistych meldunków. Kiedyś na pewno przystojny, dziś za atrakcyjnego uszedłby dopiero w ciemnym pomieszczeniu. Czoło i policzki ma pokryte białymi śladami przypominającymi liszaje, na brodzie ślady jak po ospie, a cała skóra twarzy wydaje się nienaturalnie napięta i cienka. Wiecznie rozczochrane włosy dopełniają wrażenia człowieka, który właśnie wstał z łóżka w ponury listopadowy poniedziałek. I skutecznie odciągają uwagę od braku połowy palca u lewej dłoni.

ANDRIEJ IWANOWICZ KOZŁOW – CHIEF
Zwykle mówi bez akcentu, nie czuć od niego smarem i pali eleganckie cygara zamiast machorki. Nie ma zarumienionych od wódki policzków ani rzadkich włosów przyklepanych na środku głowy. Radośnie powtarza, że skończył samochodówkę, ilekroć ktoś zapyta go o referencje. Częściej pytają go, czy jest prawdziwym Rosjaninem, o ile można dziś mówić o prawdziwej Rosji. Wtedy śmieje się jeszcze głośniej, błyskając zębami bez złotych koronek. Lubi mieć wokół siebie porządek, lubi dobre towarzystwo, lubi szyte na miarę garnitury. Gdy już założy mundur, wygląda, jakby się do tego urodził. Cudotwórca w kwestii silników, choć zasady działania żadnego z nich nie umie wytłumaczyć. Cudotwórstwo jest chyba wymogiem przy rekrutacji do tej załogi. Inaczej ten cyrk nie utrzymałby się w przestrzeni.

NEIL MCTYAER „TYAER” – JESIR
„Sir, yes, sir”. Jesir. Ripley może sobie być straszna i potężna, może mieć władzę równą Bogu, ale jak dotąd nie zarządziła potopu. Za to Tyaer mógłby zostać idolem każdego bosmana. Nikt tak nie klnie, nikt z taką łatwością nie unika wychodzenia poza „może być' w skali komplementów, nikt nie męczy rekrutów z taką radością sadysty. Wyciągnęli go z ciemnego zaułka i kazali oglądać słońce, co niemiłosiernie go wkurzyło. I tak już zostało. Zdaje się, że nie ma innej rzeczy, która cieszy tego człowieka niż oglądanie, jak rekruci potykają się o własne nogi. Spogląda spode łba jak szaleniec, warczy jak rottweiler i kładzie po sobie uszy na widok kogoś o nazwisku Ripley.

dr mjr HENRY O'MARA
Chociaż zawód wymaga od niego stabilnej psychiki, można zastanawiać się, czy ktoś zupełnie zdrowy wytrzymałby na jego stanowisku. Stanowisko naczelnego psychiatry nie jest wymysłem amerykańskiej strony Sojuszu rozpamiętującej swoje błędy sprzed stulecia. Właściwie od niego zależy powodzenie Tezeusza. Żołnierz, który nigdy nie dostał karabinu, major zarzucający mundurową kurtkę na kitel. Posiwiałe skronie, umysł nadal nieprzeciętnie ostry. Tak sprawnego manipulatora można rzadko kiedy spotkać, wyciągnie z człowieka w pierwszej kolejności to, czego pacjent obiecywał sobie nie mówić. Jeśli ktoś może bezpardowno sprzeciwić się kapitan i usłyszeć, że to cenna opinia, jest jedynym takim człowiekiem w swoim rodzaju. Ale to już dawno udowodniono.

dr ELSA ELIZABETH O'MARA – MINION
Siostrzenica Wielkiego O'Mary, ale znacznie bardziej ludzka i rzeczywiście przejmująca się ludźmi. Kręci się niemal wszędzie, zawsze ma czas na wymianę uprzejmości udaje urażoną za każdym razem, gdy ktoś wspomni o jej ogniście rudych włosach. Szczerze troszczy się o pacjentów, z bólem serca odsyła do wuja każdego, kto w rozmowie zdradzi neurologiczne objawy, momentalnie zjednuje sobie ludzi. Nikt nie chce oglądać jak ona dokonuje swoich cudów, zważywszy na wykonywany zawód. Niech zostanie przy zakładaniu opatrunków i wkładaniu zwłok w niebieskie worki. O ile zostaje z nich coś, co można zebrać do worka.


Tworzenie postaci

YOU CAN FIGHT LIKE A KROGAN
Twoja postać nie tylko może być w czymś wyjątkowo dobra. Powinna być wyjątkowo dobra. Do Tezeusza wybrano najlepszych, czy im się to podobało, czy nie. Silny, szybka, o organizmach szybko neutralizujących trucizny – to się zdarza wśród ludzi. Filigranowa lalka czy koleś o głowie przeważającej patykowate ciało nie przejdą, a wredna administracja będzie to sprawdzać. W ogóle administracja na tym blogu jest strasznie dociekliwa i nie do zniesienia. Jakby jej zależało.
YOU CAN RUN LIKE A LEAOPARD
Mistrz olimpijski? Krawcowa? Student prawa? Nie wszyscy muszą wiedzieć, w czym są najlepsi. Do Tezeusza mogli powołać każdego, niezależnie od pochodzenia czy statusu społecznego. Te zresztą na czas szkolenia odchodzą w niepamięć, a przejawami ksenofobii zajmuje się O'Mara. Twoja postać nie będzie bez wad, ale w drugą stronę też nie przeginaj. Nie usprawiedliwiaj ich, nie każdy gbur ma traumę z dzieciństwa, nie każdy kłamca czuje wewnętrzny przymus kłamania. Okrucieństwo to jeszcze nie choroba psychiczna, sadyzm już tak. Aurea mediocritas.
BUT YOU'LL NEVER BE BETTER THAN COMMANDER SHEPARD
Ci ze sztabu dowodzenia są najlepsi, ich nie przegonisz. To stwierdzenie. Nikt nie składa maszyn lepiej niż Kozłow, nikt nie pilotuje lepiej od Ripleya, nikt nie jest tak opanowany jak jego żona. Zmiany w kadrze nieprzewidziane. Równie nieznośnym odgórnym zarządzeniem jest następne zdanie. Twoja postać z automatu jest szeregowym. Albo możesz się postarać i przekonać administrację, że Ripley miała powody, żeby wezwać Cię do siebie, nalać whisky do szklanki z grubym dnem i wręczyć odznakę w eleganckim pudełeczku. Okropne, nie? Jakby admiralicja coś ukrywała przed rekrutami i tylko niektórzy znali jakieś fragmenty szerszego obrazka. O, właśnie...


A mój kot zostanie gwiazdą filmu

Okey. Ma tę fuchę.
Proste? Proste.
Kto nie lubi wpływać na otaczający go świat, może przestać czytać w tym miejscu. Pozostali mogą zacząć się uśmiechać lub sposępnieć na okazję poważne deklaracji. Administracja rozpatrzy każdą sugestię dotyczącą bloga, fabuły i świata. Pasowałoby Ci, żeby jeden z senatorów miał stare zatargi z grupą terroryzującą resztki Turkmenistanu? Napisz nam w paru zdaniach kto, co i dlaczego. Żadnego pomysłu nie zostawimy bez odpowiedzi, do większości pewnie będziemy mieć zastrzeżenia, im lepszy pomysł tym więcej zastrzeżeń. Dobre pomysły uhonorujemy. A pamiętaj, że rządzimy tym światem i możemy wszystko, na przykład przekazać tę władzę na jeden dzień Tobie. Zadecydować o przebiegu misji, może szkolenia... Warto się starać, choćby po to, żeby zagrać nam na nosie. Owszem, nie jest to łatwe, posiadamy moc researchu i wykrywania ewidentnego bullshitu, ale, honey, we're living on the spaceship, na wiele pozwolimy. Gdyby ktoś chciał sprokurować artykuł o tym, jak jego kot, profesor F.vanKat stworzył emiter sztucznych zapachów, może w zamian prosić o cokolwiek. W graniach rozsądku.

Jest też druga droga zdobywania grantów, bardziej żmudna. Administracja ukrywa nawiązania do (nie zawsze)pop-kultury jak czekoladę przed młodszym rodzeństwem. Wystarczy przysłać maila, w którym chwalisz się tym, co znalazłeś, a my powiemy Ci, ile to było warte. Można wygrać ładny toster.  

Regulamin

Zasada numer pierwszy: MS jest blogiem grupowym działający na mocy starożytnych traktatów mówiących o graniu stworzonymi postaciami poprzez wątki w komentarzach oraz opowiadania. MS współtworzą Autorzy oraz administracja. Ci pierwsi zobowiązani są do przestrzegania tego, co mówią ci drudzy, albowiem słowo tych drugich jest prawem.

Zasada numer drugi: MS celuje w tematykę science-fiction, czerpiąc z różnych źródeł jak książki, filmy i seriale. Jedną z nadrzędnych zasad funkcjonowania bloga jest jednak dążenie do prawdopodobieństwa, wobec czego zaleca się przemyślenie sprawy przed zaczerpnięciem z danego źródła. Administracja nie zgodzi się z Nolanem, że miłość jest najsilniejszą rzeczą we wszechświecie. Administracja zgodzi się z teorią, że grawitacja może oddziaływać na jakiś dodatkowy wymiar.

Zasada numer czwarty: piszemy z poszanowaniem dla języka ojczystego. Używamy polskich znaków, pełnych zdań, przecinków tam, gdzie są konieczne. Wszystkiego, czego uczą w szkole oraz paru rzeczy, których uczą tylko w internecie, na przykład zapisu dialogów. Tępimy błędy, wykręcanie się dysleksją, ale też ortonazizm. Umiar dobry na wszystko.

Zasada numer piąty: kartę postaci napisać należy tak, żeby administracja nie musiała się spowiadać po dodaniu tejże do linków. Unikamy przewagi zdjęć nad tekstem, cytatów nad opisem, opisu nad sensem. Nie ma żadnej ustawy o długości karty i jej wyglądzie, ale najlepiej przed publikacją poczekaj chwilę, wypij szklankę wody i jeszcze raz przeczytaj kartę, a świat będzie lepszy. Jeśli ktoś wyraża chęć zaimponowania administracji swoim pomysłem lub zaczęciu z lepszej pozycji, ma dwie drogi: może wysłać kartę/koncept postaci na maila podanego w kontakcie lub może nadać wersji roboczej rzucający się w oczy tytuł (np. TU PATRZ)

Zasada numer szósty: szanuj innych Autorów. To znaczy: nie używamy TakIeGo PisMa, wulgaryzmów w co drugim wyrazie (chyba, że mówi postać, im wolno), doceniamy, że ktoś napisał długi, sensowny wątek i odpowiadamy mu czymś więcej niż refleksją na temat przelatującej obok muchy. A wtedy będziemy szczęśliwi i nikogo nie trafi szlag. Nowych należy przywitać, bo administracja nie zacznie wszystkich wątków za autorów. Odstęp między publikowanymi kartami wynosi przynajmniej pół godziny.

Zasada numer siódmy: żartuj z umiarem. Blog jest pół-serio, bo w końcu to sci-fi, wszyscy kochamy sci-fi, bo możemy się z tego śmiać. Ale żeby się tak śmiać, trzeba zachować trochę porządku. Dlatego Autor zobowiązany jest opublikować kartę postaci najpóźniej tydzień po otrzymaniu zaproszenia, wpisywać się na listy obecności i prowadzić wątki z pewną systematycznością. Admini mają oczy wszędzie i nie tolerują jawnego niechcemisięwizmu.

Zasada numer ósmy: każdemu według zasług. Łamanie regulaminu, błędne interpretowanie go, sprzeciwianie się decyzjom administracji (dla jasności: wszystkie sugestie są zawsze na miejscu, jawny bunt nie), tworzenie postaci wszechmocnej i wszechpotężnej oraz agresywne zachowanie wobec innych Autorów niesie za sobą konsekwencje w postaci bezwzględnego usunięcia z bloga.

Zasada numer dziewiąty: ułatw życie swojemu adminowi. Wykorzystujesz w karcie wizerunek znanej postaci - zaklep ją. Widzisz w wolnych postaciach kogoś dla siebie - zaklep. Chcesz objąć nietypowe stanowisko - daj znać. Nie będzie cię tydzień - powiadom nas, w przeciwnym razie możemy pomyśleć, że porwali Cię kosmici. Wszystko jest dla ludzi.

Zasada numer dziesiąty: wyjdź do świata. Nie narzucamy minimalnej ilości prowadzonych wątków, ale jeden to trochę za mało. Nowi są zawsze dziwnie nieśmiali, ich należy zaczepiać. Starzy są często dziwnie ślepi, trzeba im o sobie przypomnieć. Zasada ma też podpunkt odnośnie administracji - bloga bardziej niż admini tworzą autorzy, ale admini mają moc sprawczą. Ergo - z każdym pomysłem, który przyjdzie Ci do głowy biegnij do adminiów, ucieszą się.

Zasada numer jedenasty: kochajcie się, bawcie dobrze i nie dostańcie Marsjańskich Mroczków.

I teraz łapka w górę, kto nie zauważył, że nie ma punktu numer trzeci.
Kiedyś był, ale w nim znajdowało się to, co i tak wiecie. Żeby dołączyć do bloga trzeba:
a) być człowiekiem przynajmniej w 75%
b) zapoznać się z wszystkimi zakładkami i dziękować, że administracja i tak napisała tylko połowę tego, co chciała
c) zostawić pod tą zakładką maila, dobre słowo dla administracji, wzmianka o planowanej postaci też byłaby niezła.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Samouczek

Trochę nudne, ale niezbędne, żeby się połapać.

Powtórka z historii najnowszej oraz nieco z fizyki.

Mętne wytłumaczenie, dlaczego nie możesz dłużej mieć normalnego życia.

3. Poznaj swoją nową rodzinę 
W ciężkich tarapatach możesz błagać o litość Boga lub sztab dowodzenia. Prawdopodobnie Bóg zlituje się pierwszy, ale to sztab dowodzenia ma realną władzę.


Trivia tips

1. Postęp technologiczny.
Nie polecieliśmy do gwiazd, ale to może być kwestia czasu. Ostatnią misję badawczą zniszczyli Inni. Za to nieźle panujemy nad własnym układem, budujemy zaawansowane maszyny i znamy napęd hiperprzestrzenny, więc można już polecieć na Jowisz i z powrotem w ciągu kilku miesięcy, wliczając przygotowania. Ale na Jowiszu nie ma nic ciekawego.
Sztuczne inteligencje wciąż nie są tak inteligentne, jak byśmy tego chcieli, ale potrafią znacznie więcej niż sterować światłami w całym mieście.
Biotechnologie z kategorii terra incognita przeszły do kategorii zmieniających się zbyt szybko, by ktokolwiek mógł nauczyć się wszystkiego. Nanoboty są dostępne dla każdego, kogo stać. Regulują funkcje organizmu, tłumią choroby, również genetyczne, ale mają tę wadę, że w kosmosie tracą zasięg. Piloci muszą być w pełni samodzielni i bez wkładu elektronicznego. Przeciążenie robi miało ciekawe rzeczy z robotami w żyłach. Niektóre szkolenia obejmują terapię hipnotaśmami, podczas której do mózgu jest wgrywana wiedza wraz z osobowością pierwotnego posiadacza.
Lasery, egzoszkielety... Wynalazki doskonalsze od ludzi, ale wciąż potrzebujące ludzi do obsługi.

2. Lingua franca.
Angielski. Na terenach dawnej Federacji Rosyjskiej dogadasz się po rosyjsku, Bliski Wschód brzmi mieszaniną dziwnych narzeczy, dalszy uproszczonym chińskim. A nauka wraca do łaciny.

3. Smar i spaliny.
Bazy wojskowe, statki kosmiczne nie przypominają stacji WHO. Jest brudno, tłoczno, duszno. Często ciemno, ciasno i niewygodnie.

4. Święty Graal.
Aurora. Statek-legenda. Gdziekolwiek stacjonuje, doskonale się ukrywa. Lub jest tak niepozorna z wyglądu, że nikt nie umie wypatrzeć jej pośród innych statków. I chociaż to statek flagowy operacji Tezeusz, prawie nikt go nigdy nie widział.

5. Wroga aktywność.
Inni kilka razy pojawili się w pobliżu Układu Słonecznego. Chyba nie wiedzą, że są tropieni, a z każdym ich pojawieniem jesteśmy bliżej odkrycia, skąd przylatują.

6. Kombinezony mechaników
Są szare i mają załączone w zestawie ładne rękawiczki.